Jesteś tutaj: / / smaki dzieciństwa

smaki dzieciństwa

5.6k
0
13
Zobacz wszystkie komentarze (13)
Pokaż wcześniejsze komentarze
jajeczko

(2012-08-31 15:32)

Mam dopiero 29 lat i wam wszystkim musze przyznac racje, wszystko to tez pamietam i z przerazeniem mysle co beda na talerzach mialy moje wnuki? Jesli w takim tempie ginac bedzie dzialka , warzywniak i normalne jedzenie. Wiele prob musialam podejsc zeby nauczyc moje dzieci jesc chocby pierogi, teraz naleza do niewielkiego menu normalnych rzeczy ktore jedza. Az strach..

Shanna

(2012-09-11 08:33)

Mnie najbardziej utkwil smak smazonego sera. Mama najpierw kruszyla twarog, on sobie iles tam lezal, potem smazyla go na patelni z kminkiem albo koperkiem.
Nie tak dawno kupilam twarog i probowalam zrobic taki smazony ser, ale to juz nie to samo.

 

A herbate z termosu do dzis uwielbiam. Jak gdzies jedziemy to ja obowiazkowo termos zabieram. Takiej herbaty nogdzie sie nie kupi:P

halszka107

(2012-09-20 10:44)

U mnie podobnie wyglądały niedzielne poranki. Kiedy mamam robiła mamkaron do rosołu podkradaliśmy jej ciasto i piekliśmy na kuchni. Uhmm...Uśmiecham sie do wspomnień.

merylu

(2012-11-10 23:23)

Pięknie opisujesz swoje smaki dzieciństwa 

Muszę jednak przyznac , że niektóre Wasze ''smaki'' nie tylko pamiętam z dzieciństwa , ale przetrwały u mnie w domu do dziś , np. moi rodzice (75 lat) kupują ''swojską'' słoninę i robią smalec (koniecznie krojony w drobną kosteczkę, bo mielony już tak nie smakuje) , mleko, masło , ser, maślanka od gospodarza. Później można ser dac ''zależec'' i usmażyc z kminkiem , ja osobiście tego nie lubię , ale rodzice i brat się zachwycają 

Pamiętam obowiązkowy zestaw podróżny , o którym piszesz i to chyba jest najsilniejsze wspomnienie, jak jeździłam samochodem (bez pasów !) i obierało się jajka w podróży , chleb + pomidor (pachnący pomidorem !)

Szkoda ,że ludzkośc sama się wykańcza stosując dziś konserwanty itp.. a chcąc kupowac tylko zdrową żywnośc trzeba byc bogatym , bo niestety już dużo droższa , a i tak to nie jest to ,co kiedyś ...

mirasolek

(2012-12-30 23:30)

I ja to wszytko dobrze pamiętam. Niedzielny rosół z tłustego koguta, makaron, który babcia uczyła mnie wygniatać już w wieku szesciu lat i pierogi, a i cepeliny nazywane przez dziadka ppyzami myziami! Cudny czas i to se ne wrati! Gdy byłam zaraz po ślubie i jeszce młoda i głupia to zarządziłam rozebranie kaflowej kuchni, która mi do wystroju nie pasowała. Jakam ja głupia była!!! Najdurniejsza decyzja w moim życiu. I teraz męczę się z tymi gazowymi palnikami!! Trudno tego też nie zmienię! Ja jednak staram się robić wszytko, aby moje dzieci miały na starość wspomnienia z kuchni mamy! Od dziecka ze mną gotują. Mamy to szczęscie, ze mieszkamy na wsi, tak więc i dostęp do prawdziwych ogródkowych warzyw a i takich rarytasów jak kaczki, gęsi, króliki  też jest. Uwielbiam, kiedy koleżanki 0 nastolatki moich córek przyjeżdżają do nas w odwiedziny i proszę o kompot rabarbarowy, albo pierogi z jagodami, które same zbierają! Jedzą moją dziczyznę, na którą na początku kręciły nosem. A barszczyk z ziemniakami i cebulką - wprost przepadają. Kiedy pytam, co jedzą u siebie w domu i czy wiedzą z czego sa pierogi to odpowiadają, że jedzą piersi z kurczaka i frytki, bo rodzicom się nie chce stać przy garach, a pierogi to są z mrozonki! Ja im pokazuję, że gotowanie to wcale nie kara tylko czysta przyjemność. Gotowanie to dla mnie miłość okazywana mojej rodzinie i moim gościom. No i przyjemnie słyszeć z ich ust: Pani to jak Gesslerowa, hihi!

sebek.s

(2013-04-26 12:21)

Ze mnie cała rodzina się smieje jak robię sam makaron do rosołu, zup... Smieją się również jak robię ketchup... A największy ubaw mają, kiedy robie sam kiełbase białą na święta. U mnie w domu zawsze się tak robiło i robię i ja :) Ale nei zapomnę smaku krupniku i żeberek. Nienawidziłem tego jak ognia w wieku dziecięcym. Ale się wszystko zmieniło i nie widzę swojego jadłospisu bez krupniku 1-2 razy w miesiącu a grilla bez żeberek (fajne mięsne sa w Biedronce). Jeszcze dodam, iż na działce stawiać bedę niebawem wędzarnię, oczywiście wszystko mam w głowie :) Jak miałem 5-8 lat a potem jak byłem starszy 12-15 lat to ojciec zabierał mnie zawsze na wędzenie. Kolega jego miał profesjonalną wędzarnie, w budynku, zabudowaną, murowana, z ławkami, normalnie wypas... I jak dzieci inne się bawiły na podwórku, to ja siedziałem w wędzarni i tylko robiłem inhalację :) To było dla mnie coś. Oczywiście jak ojciec kupował świniaka (zawsze całego, w domu była nas łącznie piątka) to w czterech lub sześciu z piwnicy przynosili stół dębowy, robili wsio w kuchni a ja stałem w drzwiach i się przyglądałem z zaciekawieniem. Oczywiście inne dzieci (np. syn i córka masarza) czy sasiada bawili się w pokoju, grali w chińczyka to ja stałem jak ten kołek w drzwiach i kukałem co robią :) I zapamiętywałem na dysku hehe Stare dobre czasy... Dzisiaj się już nie kupi w sklepie (mozna ale rzadko) zwykłej kapusty kiszonej. Wszystko kwaszone w piątek a w poniedziałek do sklepu... Masaka. Ja pamiętam jak ojciec sam robił kapuche, boże... Cały dzień siekania, mieszania, deptania (byłem w domu dyżurnym deptaczem...). Wkurzało mnie tylko jak ojciec szorował mi stopy przed deptaniem haha Ale smaku tej kapuchy nie zpaomne do dzisiaj...

Skomentuj
Zasady dotyczące cookies
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej" „<% gt "Polityce Cookies” %>".
Zamknij