Nie wiem czy spodoba sie wam ten pomysl..co myslicie o napisaniu gdzie i jak spotkalyscie(liscie) swojego partnera:)
Ja swojego meza poznalam przez internet na czacie polonia :)...4 lata temu...od roku jestesmy szczesliwym malzenstwem..rocznice bedziemy obchodzic w kwietniu
Po trzech miesiacach pisania ze soba postanowilismy sie spotkac..mimo ze mieszkalismy w innych krajach...ja w belgii on w islandii...potem juz regularnie co dwa miesiace do siebie przyjezdzalismy ..a raczej ..latalismy:)....no i rok temu wzielismy slub:)...i jak to mowia...milosc nie zna granic....:)....tak znalazlam sie w islandii :)
Ja swojego męża poznałam w 1985 roku w Czechosłowacji na studenckim obozie pracy. Na początku spodobała mu się pewna Czeszka, ale poległ kiedy poznał mnie. W tym roku mija nasza 20 rocznica ślubu. Mamy dwie dorodne córki i jesteśmy bardzo szczęśliwi.
Żeczywiście mini..is piękna historia serdecznie Tobie i mężowi gratuluj!! i życzę Wam dóżo dóżo szczęścia zdrowia,
spełnienia wszelkoch marzeń oraz powodzenia w życiu osobistym!! sedecznie pozdrawiam!!![]()
![]()
![]()
![]()
witam ...ja męża poznałam na sylwestrze , miałam wtedy 15 lat czyli 17 lat temu , był to sylwester zorganizowany przez młodzież oazową , pierwsze spojrzenia ....potem pierwszy taniec i tak juz zostało do dziś, po 6 latach wzieliśmy ślub , mamy dwoje dzieci -córeczke 9 latek i syna 3 lata ...i nadal jestem szczęśliwa:) pozdrawiam
Ja z moim mężem poznałam sie u księdza na plebanii - na duszpasterstwie akademickim. Przypadłam mu do gustu od początku, ale on mnie chyba nie do końca - lubiłam się z nim droczyć, kłócić, ale to wszystko. Po półtora roku jego zabiegów byłam z nim na sylwestra, i powiedziałam mu, że między nami nigdy nic nie będzie. Powiedziałam..i nagle mnie olśniło- poczułam, że to wcale nie prawda. Ale słowo się rzekło. Nie widzieliśmy się do marca - na dzień kobiet spotkaliśmy się w mieście - i wtedy zaiskrzyło. Po trzecim roku studiów wzięliśmy ślub. W tym roku będzie juz 15 lat.
Jedno co nam zostało z dawnych czasów to burzliwe dochodzenie do wspólnego stanowiska...i gdy już jesteśmy gotowi ustąpić to robimy to równocześnie..i mamy znowu sytuację patową. Przynajmniej się nie nudzimy.
Te sylwestry to chyba przynosza szczescie :) Ja swoja wielka milosc równiez zaczelam w sylwestra. Historia jest strasznie dluga, ale powiem w skrócie. Znalismy sie wczescniej i sie sobie podobalismy, tyle ze o tym nie wiedzielismy. A Andrzej dostal ostrzezenie od mojego przyjaciela zeby sie do mnie nie zalecal bo "jestem jego", oczywiscie nigdy nie bylam, ale dostosowal sie. W sylwestra, juz grubo po pólnocy zauwazylam ze lezy sobie na dywanie. Polozylam sie obok niego i zaczelismy rozmawiac... Po 6 dniach wiedzielismy ze zawsze bedziemy razem, powiedzielismy "Kocham", po 6 miesiacach sie zareczylismy a w przyszlym roku planujemy slub.
Pozdrawiam wszystkich zakochanych po uszy (w sobie tez
) Mag8, od 3 lat najszczesliwsza na swiecie :)
A ja mojego męża poznałam przez telefon.Nasze firmy współpracowały ze sobą co przyczyniło się do częstych rozmów a potem spotkania (niezobowiązującego),mieliśmy się spotkać on miał obejrzeć naszą firmę i na tym koniec.Niby tak było pożegnaliśmy się ale żadnych nadzieji nie wiązaliśmy ze sobą chćby dlaego ,że dzieliło nas 150 km (a jak wiadomo takie związki z góry są przekreślane).Ale stało się inaczej mój mąż nie dawał za wygrana coraz częściej dzwonił bez powodu,rozmowy stawały się coraz to dłuższe aż znów doszło do spotkania tylko bardziej towarzyskieego ,potem następne i następne i tak przez 4 lata.W 2003 roku pobraliśmy się w 2004 urodził nam się synuś.Jesteśmy bardzo szczęśliwi a co najważniejsze bardzo się kochamy.
Ja swojego meza poznałam na weselu. Miałam wtedy 16 lat a on 20.
Po trzech latach pobraliśmy się. W tym roku obchodzimy 12 rocznicę ślubu.
Mamy dwie córki 9 i 3 lata. A teraz mąż przebyba w szpitalu i bardzo za nim tęsknię.
Pierwszy raz jesteśmy osobno... bardzo niemiłe uczucie.Mam nadzieję, że nie potrwa długo.
Pozdrawiam. Renata
Z mężem znaliśmy się od 1 klasy liceum, jednak nigdy za nim nie przepadałam, bo moim zdaniem strasznie się popisywał przed dziewczynami. Zeswatał mnie ze swoim przyjacielem, z którym byłam 2 lata. Potem "bieguny mi się poprzestawiały" i chłopcy musieli o mnie walczyć
. Obecnie ja i mój mąż z tamtym chłopakiem utrzymujemy bardzo serdeczne kontakty.
......Moja historia byla podobna , już w pierwszej klasie szkoly średniej wpadlismy sobie w oko , lecz tak naprawde zaiskrzylo w klasie maturalnej ...nadrobiliśmy te stracone chwile i tuż po maturze pobraliśmy sie . Jestesmy ze soba już 20 lat , mamy dwóch dorosłych synów i jestesmy bardzo szczesliwi.Mamy wspólne wspomnienia i czesto do nich wracamy ....wiecie jak cudownie jest tak powspominac? i mimo tego ,że nie czujemy sie jakimis weteranami w małrzenstwie , te wszystkie wspominki ożywiaja na nowo glebokie uczucia , które zawładnely nami na zawsze przed laty ...czujemy sie jakby tamte czasy nie minęly ...wciaz jesteśmy w sobie zakochani ...pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie..
a ja swojego męża poznałam na szkółce w Łodzi, on z Lublina ja z Poznania i jakoś kilometry nie stanowiły dla nas przeszkody...mamy już 2 dorosłych synów i to ja poszłam za mężem czyli mieszkamy w Lublinie i dalej się kochamy a na dokładkę jeszcze bardzo przyjaźnimy.
Ja poznałam swojego męża w autobusie 13 lat temu.Oboje wracaliśmy do domu...ja z zajęć na studiach ,on ze Stanów.Od 5 lat jesteśmy małżeństwem...Czytając wszystkie powyższe wypowiedzi stwierdziłam, że miłość przychodzi często nieoczekiwanie....Tak zresztą jak u mnie....
Jak do tej pory-same kobiety
.Z tej strony męzczyzna-którego historia bardziej burzliwie sie potoczyła-ale zakończona została bardzo miło.Swoja żone poznałem na dyskotece-która miała byc ostatnia u dziewczyny przed wyjściem za mąż(do slubu było 1.5 miesiaca).Jednak ten dzień,ta jedna dyskoteka bardzo dużo zmieniła w jej i moim życiu.Kązdy nastepny dziń juz spędzalismy tylko razem-walczac z rodziną,znajomymi-ktory byli przeciwni naszemu małżeństwu.Pokazaliśmy jaka miłość potrafi być wielka-ślub odbyl sie po 7 miesiacach.W kwietniu minie juz 22 latka naszego małżeństwa-a owocami naszej miłości jest wspaniała trójka chłopaków-21,17,6
Świetna historia Savage, prawie jak z filmu, tak czasami w życiu bywa jedno spojrzenie, jeden uśmiech jedna dyskoteka i całe życie się przewraca ale w dobrym kierunku. Moja historia jest taka zwykła, poznaliśmy się w pracy (oczywiście to on za mną chodził nie ja za nim),chodziliśmy 3 lata, później ślub a najdziwniejsze w tym wszystkim jest to że przez ten cały czas był moim zwierzchnikiem ( no był troche zdolniejszy ode mnie, dlatego szybciej awansował ale w domu to ja rządziłam i rządze). Mamy dwie latorośle dość duże i stare - syn-26, corka 25. Taka jest w skrócie moja historia pozdrawiam dankarz
Danusiu Twoja historia jest żywcem sciągnięta z mojej. Spotkaliśmy się też w pracy. Chodziliśmy ze sobą też 3 lata. W tym czasie kończyliśmy szkołę wieczorowo. Mąż nie lubi podejmować żadnych decyzji. Z tego względu ja jestem głowa rodzinki. Mamy trójkę dorosłych dzieci i sześcioro wnucząt. W szczęściu przeżylismy ponad 35 lat. Nadal jesteśmy tymi szczęściarzami miłością opasani.
Basiu jak ja Ci zazdroszczę tych wnuków, uwielbiam dzieci - fajnie mieć taką gromadkę w domu, może i ja się doczekam ale kiedy.... czy dożyje kto to wie pozdrawiam seredecznie dankarz
Oj Dankarz, doczekasz, doczekasz... ja też myślałam....ale doczekałam.
Mój wnusio jest cudowny, na razie jeden.... 15 marca kończy 5 lat.
widzę danka,że jedziemy na tym samym wózku/wnuki/moi też są leniwcami pospolitymi w tym zakresie
Ja poznałam mojego męża na weselu u kolegi. Miałam 17 lat i nie za bardzo chciało mi się wtedy iść na to wesele. Kiedy zobaczyłam tego chłopaka, możecie się śmiać albo i nie, ale powiedziałam sobie że on pewnego dnia będzie moim mężem. Po prostu zakochałam się od pierwszego spojrzenia. Całe wesele bawiliśmy się razem, potem odwiózł mnie do domu i tak jakoś się zaczęło. Po kilku miesiącach jednak wszystko się skończyło, a ja przez długi czas rozpaczałam. Myślę że wtedy po prostu jakoś się nie "zgraliśmy". Ktoś inny pojawił się potem w moim życiu. Choć powiem szczerze że często myślałam o mojej pierwszej miłości. Minęły cztery lata i pewnego dnia On do mnie zadzwonił. Nie pamiętam rozmowy, wiem że trwała bardzo długo i zmieniła wszystko w moim życiu. Jesteśmy małżeństwem pięć lat, mamy cudowną córeczkę i jestem naprawdę szczęśliwa.
Heee - skąd ja to przeczucie znam - w ciągu całej znajomości z moim obecnym mężem, wtedy, gdy "uciekałam" przed nim, miałam chlopaka, z którym teoretycznie planowałam wspólne życie - zawsze gdzieś wewnątrz czułam, że on zostanie moim mężem
A ja poznałam mojego męża na siłowni, prowadził treningi dla kobiet. Po czterech latach znajomości wzięliśmy ślub (w lipcu minie 8 lat), i mamy 3,5 letnia córeczke Emilke. Tylko na siłownie juz nie chodzimy a przydałoby się
Witam wszystkich.Bardzo mi sie spodobal nowy temat rozmowy :)Ja obecnego partnera poznalam na sympatii.Teraz dopiero wiem co to jest prawdziwa milosc.Jestesmy ze soba dopiero 4 miesiace ale juz wiemy ze reszte zycia spedzimy razem.Dosyc dlugo musial sie o mnie starac heheeh ale nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo
Pozdrawiam.
Witam. Ja swojego męża poznałam w pracy.Znamy się 26 lat. Od 23 lat jesteśmy małżeństwem.Mamy dwójkę dzieci .Jest
nadal wspaniale.

Mojego meża poznalam poprzez kolegę.Kiedy po 10min znajomosci spytał mnie czy umiem gotować a ja przytaknęlam ...oswiadczyl mi ,ze sie ze mną ożeni.Na drugi dzień oświadczył mi się w czasie zabawy a na trzeci mielismy ustaloną date ślubu,którą to date moj mąż zmienił,bo stwierdzil ,ze nie bedzie czekal tak długo.Po pół roku bylismy juz po ślubie i tak minęło pięknych 28 lat i mam nadzieję na chociaz drugie tyle.Kocham Go z każdą chwilą więcej.
Użytkownik misiomumy napisał w wiadomości:
>Kocham Go z każdą chwilą więcej.
To ładne. I o to chodzi