Czytałam o tym zdarzeniu. Żeby ją szybko znaleźli i żeby dziecku nic złego nie zrobiła. Biedna matka, współczuję kobiecie, co ona teraz musi przeżywać...
noworodek odnalazł się dzięki Bogu
a z ostatniej wiadomości wynika,że porywająca była prawdopodobnie w szoku poporodowym,
była w ciąży co się stało z jej dzieckiem nie wiadomo
Użytkownik kamaxyz napisał w wiadomości:
> noworodek odnalazł się dzięki Bogua z ostatniej wiadomości wynika,że
> porywająca była prawdopodobnie w szoku poporodowym, była w ciąży co się stało
> z jej dzieckiem nie wiadomo
Była w ciązy ale porobiła w sierpniu. Do tej pory ukrywała przed wszystkimi co naprawde sie stało i udawała,ze nadal jest w ciązy
Użytkownik aleczka napisał w wiadomości:
> no i
> musiała mieć fartuch pilęgniarski...
Moja kolezanka jest pielegniarką w tym szpitalu . Mowila mi,ze matka oddała dziecko tej kobiecie mimo iz była nieumundurowana
I to jest właśnie to kiedyś na oddziały położnicze nie wolno było wogóle wchodzić a teraz może sobie wejść każdy o każdej porze dnia i nocy w Bydgoszczy też tak jest sama pamiętam odwiedzających siedzących do 1 w nocy było to strasznie męczące przez cały dzień kupa ludzi w sali tatusiowie przechadzający się z noworodkami po korytarzach, nic dziwnego. Zresztą tak całkiem zupełnie niedawno w Bydgoszczy tez takie porwanie miało miejsce tylko że personel w porę się zorientował dziecko zaczeło płakać i porywacz zostawił je na schodach. No nie wiem czy to że na oddział położiczy był wstęp zabroniony było takie głupie. Przecież w większości przypadków ta rodząca w szpitalu jest w niektóych tylko 8 godz w niektórych 2 dni. Więc to nie wieczność!
Kilkanaście lat temu zrezygnowałam z pracy na położnictwie z tych właśnie powodów,kompletny brak kontroli nad odwiedzajacymi,ciągły niedobór personelu przy dużej przestrzeni oddziału do "ogarnięcia" i do tego izolatka z kratą w oknie dla matki "psychicznie chorej" na której miała przebywać ...razem z dzieckiem!
O właśnie matka psychicznie chora! Sama miałam okzaję leżeć z taką ale na ginekologi septycznej gdyż po porodzie podarowano mi bakterie, dziecko miało rozrzedzaną krew i jescze wiele innych komplikacji, niedość że wyzywała położne od k i tym podobnych to już nie wspomnę. Ale malutka miała przez całą dobą popowane lekarstwa prze zpompę infuzyjną w tym i glukozę obowiązkiem tej mamusi było budzić to dzieciątko na mleko gdyż jak wiadomo glukozka ją zamulała i mała nie czula się głodna. Wieczorem przyszła do nas do sali położna i oświadcza że mamy pilnować tej matki aby dawała temu dziecku w nocy jeść. Zabawne ale oświadczyłam że ja nie jestem od tego! I że mają wziąźć to dziecko na sale noworodków albo samemu pilniowac, bo ja tu od tego nie jestem. Ja to bym mogła książkę o szpitalach napisać :D tak jest tam fajnie jak w serialu :D "Daleko od noszy". :D
Ja bym chętnie zabrała to dziecko na osobną salę,jak również inne dzieci których matki nie mogły albo nie chciało się im nimi zajmować,bo przedtem pracowałam na ooddziale noworodków bez matek,ale nie mogłam,bo był taki zakaz.O szpitalach możesz sobie popisać ile chcesz ,podobnie jak ja.
Byla tez kiedys wzmianka o tym,ze na oddziale polozniczym, gdzie nie bylo dostepu osob z zewnatrz, rozprzestrzenila sie na caly oddzial jakas grozna bakteria, ktora ciezko bylo zlikwidowac, niebezpieczne to bylo dla maluszkow.... Dlatego stwierdzono, ze mniej niebezpieczne bedzie, jesli odwiedzac beda osoby z zewnatrz....Jestem jak najbardziej za, ale niech te wizyty beda ograniczone do minimum - pol godziny i koniec. Kobiety, ktore urodzily sa bardzo zmeczone i dlatego wizyta powinna trwac krotko, ale mimo wszystko powinna byc... :)
No nie ! to strach rodzic dziecko w panstwowej placowce ,lepiej w prywatnej klinice :(( wspolczuje biednej matce .Jakis dziwny szpital w tym Krakowie , jak ochrona nie interesuje sie kto wchodzi w nocy na porodowke ,chyba oknem nie wyfrunela z malenstwem ?
Tak dla ciekawości dziwnego szpitala.Do żadnego szpitala w Krakowie nie można wejść ot tak sobie. Do tego szpitala w porach wieczornych w ogóle się nie dostanie, chyba,że jako pacjent przywieziony przez pogotowie, albo na porodówkę. Poza tym ochrona znajduje się na parterze budynku i pilnuje wejścia. Okrojone fundusze jakimi muszą gospodarzyć dyrektorzy szpitali nie pozwalają na zatrudnienie tabuna ochroniarzy krążących po naprawdę ogromnym budynku, a od porządku na oddziale jest dyżurujący personel medyczny.
Faktem niezaprzeczalnym jest jak owa kobieta wyszła z budynku.
Użytkownik bea39 napisał w wiadomości:
> Tak dla ciekawości dziwnego szpitala.Do żadnego szpitala w Krakowie nie można
> wejść ot tak sobie.
Leżałam na Kopernika , kazdy wchodził bez problemów .Fakt,ze było to kilka lat temu ale nie pamiętam,zeby ktokolwiek sprawdzał kto wchodzi do szpitala i z czym wychodzi
Leżałam na Siemiradzkiego, nikt nikogo nie pytał o pozwolenie na wejscie na oddział. Kolezanki wchodziły bez zadnego zezwolenia dlatego dzieci miałam 24 na dobe przy sobie i sama wszystko przy nich robiłam.
Ja na Kopernika spędziłam chyba łącznie 1,5 roku. Zarówno moi rodzice jak i mąż musieli się każdorazowo tłumaczyć gdzie i po co.Ja sama zgłaszając się na kolejne badania i skierowania musiałam się opowiadać. Rodzina pacjentek zarówno na patologii jak i po porodach byłą wypraszana jeśli za długo siedzieli.Nie mówiąc o tym,że na salę nie wolno było w ogóle wchodzić. No ale ówczesny ordynator trzymał wszystkich krótko :)
W Żeromskim bywałam z synem, toż samo. W Narutowiczu również.
Jedynie w szpitalu Rydygiera i Jana Pawła nikt mnie nie zapytał gdzie i po co. Ale na oddziale pielęgniarka sprawdzała co robię i do kogo przychodzę. No i ile siedzę.
Zatem każdy ma jakieś własne doświadczenia związane z pobytem czy wizytami w szpitalach.
Użytkownik bea39 napisał w wiadomości:
> No ale
> ówczesny ordynator trzymał wszystkich krótko :)
W takim razie ja lezalam na Kopernika za ,,panowania,, innego ordynatora bo działy się tam rózne rzeczy. Nie wspominam najlepiej pobytu w tym szpitalu. Lezałam tam na początku ciaży , napatrzyłam sie troche i powiedziałam sobie,ze w zyciu nie będe tam rodzić.
Natomiast moja kuzynka rodziła na Kompernika 2 tygodnie temu i mówiła,ze wiele sie zmieniło na lepsze co mnie bardzo cieszy.
> Zatem każdy ma
> jakieś własne doświadczenia związane z pobytem czy wizytami w szpitalach.
Dokładnie. Ja niestety nie mam dobrych wspomnień z pobytu w naszych krakowskich szpitalach
Pozdrawiam
Nie powiem,żebym ja miała. Na Kopernika leżałam na septyce, a potem dwa razy na patologii ale na bodaj I pietrze.W każdym razie sale były zaadoptowane z pałacowego tarasu. No i te cudne karaluszki w łazience i prusaczki. No i jeszcze można było nabawic się zawału serca spotykając nocą w drodze do łazienki kota zeskakującego nagle z okna :)To były jedyne istoty zyjące, które jakoś nie były kontrolowane :)
haha :)
jak ty to pieknie potrafisz opisac:)
Bo to wspomnienia sprzed lat, jak rodziłam syna na Kopernika, było juz po remoncie i tylko koty mogły spacerowac po korytarzu.
Użytkownik bea39 napisał w wiadomości:
> Nie powiem,żebym ja miała. Na Kopernika leżałam na septyce, a potem dwa razy
> na patologii ale na bodaj I pietrze.W każdym razie sale były zaadoptowane z
> pałacowego tarasu. No i te cudne karaluszki w łazience i prusaczki. No i
> jeszcze można było nabawic się zawału serca spotykając nocą w drodze do
> łazienki kota zeskakującego nagle z okna :)To były jedyne istoty zyjące, które
> jakoś nie były kontrolowane :)
no to tez miałaś ciekawie. Dawno sie tak nie uśmiałam
. Chociaz nad tymi karaluchami to raczej powinnam zapłakac . szok , w szpitalu takie rzeczy .
ja lezalam chyba na II pietrze bo było sporo schodów do pokonania . Pamiętam,ze po lewej była porodówka więc w nocy spania nie było a po prawej ,dokładnie obok mojej sali był pokoju dla pielęgniarek . Ło matko co ja czasami słyszałam . Do dzis pamiętam rozmowe 2 połoznych . Były strasznie oburzone tym,ze rodząca zamiast im to koperte dała lekarzowi
Łapówki i koperty - cos strasznego....
pamietam, że jak mnie dwie pielęgniarki przygotowywały do cesarskiego cięcia, to jedna znalazła w mojej terebce papierosy...
no i ...cabas, te fajki do swojej kieszeni.
Ja jej na to , żeby oddała i nie kradła....
oddała...
ale skutki jej cewnikowania czułam dłuuugo.
i co tu dużo gadać, zawsze tak było, a było to 30 lat temu.
pozdrawiam jasia
Jak czytam o tych kopertach to mi się nóż w kieszeni rozkłada.
Wiecie co ja nigdy nikomu koperty nie dałam, może pomyślicie, że to z mojej strony dziwne. Ale tak uważam ja jak pracowałam nikt mi nie dawał kopert i wychodzę z założenia że nie będę dawać, bo takie położne tez pracują tak samo jak inni.
Po to zdzierają Zusy, żeby nie trzeba było. Jak chcę mieć lepiej to idę prywatnie. Nigdy się tego nie zmieni, jak tak dalej będą tacy co dają.
Ja nikomu łapówy nie dałam na położnictwie i pomagały mnie tak jak wszystkim innym.
Kupiłam lekarce tej co odbierała, bombonierkę jak wychodziłam za fajne podejście i tyle!
Właśnie to odczytałam!!Koszmar, strach i panika, opowiadała mi jedna pani, że jak urodziła, to zabrali małego na badanie, a przynieśli innego chłopca, a ona poznała, że to nie jej dziecko, była afera, na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Jak to trzeba pilnować!!!!! Oby i tu zakończyło się pomyślnie!!!!!!
Ja bym chyba skamieniała, gdyby to spotkało moje dziecko ! Nie potrafię sobie nawet czegoś takiego wyobrazić !