W niedzielę rosół, wczoraj pierogi, dziś opinia - pyszne! Mój farsz został zrobiony z mięsa z rosołu czyli kura+wołowina. Jarzyn sporo, ale nie dałam jajka, za to dużo pieprzu i natki z pietruszki. Wyszedł pachnący, smaczny i miękki.
Dzięki za przepis.
Piekny artykul...ja przez caly pazdziernik jadlam wlasnie dynie, jablka i gruszki...tego potrzebuje wlasnie teraz nasz organizm...
Ja dzisiaj robię murzynka drugi raz! Co znaczy, że pierwszy wyszedł SUPER.
Tylko dziś robię w znacznie mniejszej blaszce.
Dzięki za przepis.
Masa się udała:) teraz się piecze, zobaczymy efekt :)
Tineczko, moje dynie /japonskie - Hokkaido/ sa tak twarde ze nie ma mowy o wycinaniu kulek, nawet specjalne "przyrzady" sa zbyt delikatne. Noze sie lamia - takie to twarde ale o cudownym pomaranczowym kolorze. Tez robie w slodko-kwasnej marynacie tylko musze b.uwazac by dyni nie przegotowac, starcza tylko do momentu zagotowania sie wody bo potem "macznieje" i zawartosc sloika robi sie metna.
Znalazlam sie w ogrodku mojej przyjaciolki-sasiadki 35 lat temu...
, dziekuje za te wspaniale wspomnienia...
Ps. Przetwory to jedyne co nie lubie robic w kuchni! i nie robie, nawet po tym zachecajacym artykule....
Pozdrawiam :) zazdroszcze talentu literackiego :)
Bardzo Ci dziękuję za tą jesienno - wspomnieniową opowieść.Jabłka złote renety i gruszka konferencja rosły w ogrodzie mojego dzieciństwa, a teraz na mojej działce też rosną.Bardzo cenię ludzi, którzy o zwykłych, prostych sprawach potrafią tak pięknie opowiadać.Pozdrawiam !
Cudna opowieść... po lekturze "odleciałam" w przeszłość tak bardzo już odległą, a tak bliską równocześnie.
Wyobraźnia moja intensywnie podjęła pracę i wszystko to "widziałam" bardzo wyraźnie, w pięknych kolorach, ba, nawet Dziadka ujrzałam...mojego Dziadka.
Dziękuję za piękne chwile wspomnień. Pisz więcej.
Brawo!!!
Z ogromna przyjemnoscia przeczytalam nowele jablkowo-gruszkowo-dyniowa:)
Mam przed oczami dziadkowy ogrod i mala Dorotke wiszaca do gory nogami, albo sciagana przez dziadka z czubka gruszy, przy pomocy wysokiej drabiny. Drabine widze drewniana, trzymana przez babcie, truchlejaca ze strachu raz o dziadka , raz o wnuczke.....
Zakupiona wczoraj pieknie pomaranczowa, okragla dynie przetworze wedlug Twojego pomyslu. Troche zal mi te pieknotke masakrowac na kawalki, ale coz, Alvinek bedzie wcinal mus w zimowe wieczory:)
Mama mi przypomniala przetwory mojej babci z dynii. Babcia wykrawala okragle kulki i konserwowala w zalewie slodko kwasnej. Jestem bardzo ciekawa jakim narzedziem to robila, mama nie pamieta:) Ja mam specjalne o roznych srednicach, ale byly takie 70 lat temu???
Pozdrawiam jesiennie:)
Mnie niestety przepis nie powalił na kolana,zostanę przy swoim starym przepisie. Ale cóż, nie wszyscy lubią to samo.
jezu jaka pyszna zupka, dawno takiej nie jadłam, pozdrawiam i dziekuje za przepis
Ja zamiast maczać w wodzie maczam je w piwie (Nauczyła mnie tego stara Wietnamka) Wtedy sajgonki są bardziej chrupkie.
rzeczywiście przepyszne