Nastał październik, liście się złocą i czerwienią.
Poranki coraz chłodniejsze.
Zapraszam do kominka, na gorącą kawę, herbatę, coś na ząb. I coś na rozgrzanie wieczorową porą. Bawmy się naszą obecnością.
Wczoraj znowu długo w pracy.
I dzisiaj też krócej się nie zanosi.
Ale mąż przyjeżdża. Nasze weekendowe plany są pod znakiem zapytania, bo deszcz w prognozie. Ale w domu też piknie. A na zewnątrz zawsze można pod parasolem...
Witam czwartkowo ![]()
Ekkore, Twoje październikowe plany bardzo mi się podobają - kawa, herbata, coś na ząb i na wieczorną rozgrzewkę, to doskonały kierunek
Trzeba będzie jakoś sobie uprzyjemniać te krótsze i chłodniejsze dni. Znając polską jesień, to pewnie też mokre i chłodne. Dla mnie to czas na palenie świec i imbirowe herbaty z miodem i goździkami.
Wczorajszy lot odbył się bez niespodzianek. Auto oddaliśmy bez niespodzianek owych ceregieli - jednym słowem poszło gładko. O godz. 14.00 byliśmy już w domu. Okazało się, że w Dusseldorfie jest 27 stopni. Szok. Zrobiło się parno więc szybko zrobiliśmy zakupy i poszliśmy pożegnać lato nad Ren. Co tam było ludzi! W restauracjach i barach tłumy. Wszyscy radośni. Pary i rodziny spacerowały, inni okupywali centra handlowe. Usiedliśmy na ławce, z widokiem na rzekę i wróciliśmy dopiero o 21-ej. Dziś deszczowo (już od nocy) więc mamy poranny luz , bezkarne leniuchowanie
Mamy jeszcze trochę czasu urlopowego , bo do domu ruszamy w sobotę.
Fajnie jest poczuć takie luzy na początek października
Może to zapowiedź dobrego miesiąca ![]()
Takiego nam życzę
Dobrze, że wszystko przebiegło sprawnie.
Ciesz się resztą wakacji z Połówkiem.
U mnie też wieczorkiem palą się świeczki o zapachu wanilii,cynamonu i jabłka,do tego kubek złocistej herbaty i jesień nikomu nie straszna. Tymbardziej złota,polska jesień
Witam w październiku ,zwłaszcza gospodynię tego miesiąca czyli Ekkore ![]()
O tak liście mienią różnymi kolorami,lasy wypełniają się grzybami. Wczoraj dostałam od brata urodziwe kanie,mówił,że jest ich mnóstwo. ja sama nie zbieram,bo nie potrafię do końca odróżnić od tych ''psich''. Na wieczór będę je smażyła,bo dziś wyjątkowo późno obiad,a właściwie obiadokolacja.
Ja też nie zbieram grzybów. Raz, że się nie znam. Dwa nigdy .nie ciągnęło.
Mój tata był zapalony grzybiarz, ciągał 6 latkę ze sobą. A ja co wzgórek to krzyczałam grzybki, grzybki pokażcie się.
Sama chyba nigdy nie zbierałam.
Tu raz zjadłam maślaka z trawnika, gdy byłam pewna, że to on.
Piątek, piąteczek, piąteluniek ![]()
Tym razem nie jestem zachwycona, że już koniec tygodnia, bo to oznacza, że jutro wyjeżdżamy. Czekają obowiązki i koniec laby. No ale nie ma co marudzić, trzeba się cieszyć, że wszystko jest ok. Po za kółkiem od walizki. Połówek je reanimował, ale czy przetrwa powrotną podróż, to się dopiero okaże ![]()
Wczorajszy wieczór był pełen stresów, bo sąsiadka Polka (77 lat), która nas kiedyś poznała źle się czuła (wysokie ciśnienie) prosiła, by do Niej przyjść a o pogotowiu nie chciała nawet słyszeć .
Dziś musimy odwiedzić wujka i dzień nam zleci. Może skoczymy na jakąś dobrą zupę, bo oboje mamy ochotę na Ramen,. Tyle że plany planami a czasu trochę mało.
A! Wspominałyscie o grzybkach - nie zbieram, nie znam się i w sumie nie jem. Czasem pieczarki. Zbierać nigdy nie umiałam. Ja ich zwyczajnie nie widzę, bo wszystko dookoła bardziej mnie interesuje i grzyby jakoś się chowają przede mną ![]()
Dobrego dnia
Czyli z grzybami masz podobnie do mnie...
Grzybki, grzybki pokażcie się...
Pieczarka to też grzyb. Dla mnie wystarczy.
I już piątek.
W pracy pewnie długo, to będzie standard.
Wiecie, że pomyliłam miasta, tam gdzie mamy jechać jutro. I sprawdzałam atrakcje dla zupełnie innej lokalizacji, w przeciwnym kierunku. Umysliłam sobie, bez zerknięcia na mapę, choć sprawdzałam odległość. A odległość prawie ta sama, więc nawet nie zwróciłam uwagi. Gdybym sprawdziła ile jest do restauracji potem, pewnie bym się skapnęła.
Nadzieja, że deszcz nam nie będzie przeszkadzał. Muzeum pod dachem.
Wczoraj miałam dwójkę w domu, Mały był tak wykończony, że zostawili go w domu. Spał do 8.30, potem go obudziłam, bo szliśmy na gimnastykę.
Zostawiam Wam kilka zdjęć z październikową sceneria.
Halloweenowa sceneria się zaczyna, jest jej coraz więcej.
Właściciel posesji chyba bardzo lubi dekoracje - jak wracałam do domu, to pracował na dworze nad swoją ekspozycja, rozszerzając ją. Mial ze sobą małe dziecko - w takim miękkim łóżeczku do zabawy.
Mieliśmy wczoraj lekcję pływania. Malutkiej coraz bardziej się podoba, choć ciągle ciężko się pogodzić z płcią trenera.
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy niezmienny...
Taka u mnie pogoda jest, od razu mi się przypomniały te słowa...
Pospaliśmy długo, do 7.30. Obudziłam się o 5, nawet czułam się wyspana, miałam jeszcze chwilę poleżeć, bo mam dość spania, hehehe.
Bardzo późne śniadanie. I decyzja, że nigdzie nie jedziemy.
Posiedzimy w domu, ogarniemy na spokojnie co do ogarnięcia, nie trzeba byłoby jutro rano w pośpiechu.
Kolejny członek Halloweenowej rodziny się pojawił.
Sytuacja jest rozwojowa.
Witam sobotnio ![]()
Ja właśnie w pociągu do Berlina. Potem przesiadka i do domu. Trochę smutno, ale do pracy wracam w środę więc jeszcze będzie chwila na spokojny rozruch. Połówek też zostaje w domu do środy czyli mamy parę wspólnych dni.
Miłego popołudnia jeszcze
Cieszę się dla Was na wspólne chwile.
My mamy tylko do jutra, potem na operację.
Mąż myśli przyjechać na koniec października/ 1 listopada. Ale to zależy co w pracy u niego.
2 listopada ma konsultację przed operacją - wyjaśnienie wszystkiego i przygotowanie do zabiegu, jak wszystko będzie wyglądać.
Wszystko co dobre ,szybko się kończy,ale zawsze jest ta nadzieja,że przecież nie na długo. Poza tym u nas piękna pogoda,oby jak najdłużej
Hej hej w niedzielę. Jutro do pracy.
Przestało padać, zimno się zrobiło.
Wczoraj w domu, przyjemnie, leniwie było.
Dziś kościół, potem na zakupy i ostatnie wspólne jedzenie, wyprawa do naszej ulubionej knajpki, dla mnie pewnie na burgera. A potem czas pożegnania.
Wczoraj byliśmy w meksykańskiej restauracji, po ponad roku mieszkania tutaj udało nam się wreszcie dotrzeć. Tylko dlatego, że pogoda zawiodła.
Pierwszy raz jadłam taquitos - małe, chudziutkie rolki, z mięsem, smażone w tluszczu (mogą być też pieczone).
Ja je widziałam tylko w sklepowych zamrażarkach, nigdy w restauracyjnym menu.
Muszę sobie zrobić, super opcja na mięso z rosołu. Tylko dodam ser, bo ciut suche, trzeba mieć coś do maczania - propozycją jest guacamole i śmietana. A tego dużo nie dalo.
Nic to, wiem jak poprawić w domu,ca w restauracji zamówię ekstra porcję. Już wiem czemu była w menu.
Witam niedzielowo ![]()
Nie ma co ukrywać - domowa kawa jest najlepsza
Oboje stwierdziliśmy, że to jedyne, czego nam brakowało. Poranek był powolny, ale musiałam mimo niedzieli wstawić pranie, bo teraz, przy tym chłodzie w mieszkaniu wszystko będzie długo schło. Kolejne, dwie porcje prania czekają.
Rozmrażam krupnik na obiad. Lodówka póki co pusta więc improwizujemy ![]()
Dobrego dnia
Witam w 1 poniedziałek października
Dzień zapowiada się słonecznie,jak ostatnie dni. Podobno ma to się zmienić od czwartku,tak czy inaczej cieszmy się urokami pięknej jesieni. Grzyby się się wysypują. Tata po spacerze z Maxiem (pies) uzbierał trochę maślaków i kozaków. Dał mi ,bo mówi,że sami nie będą robić ,bo od dziś zaczynają rehabilitację a z grzybami jednak trochę schodzi. Zrobię więc parę słoiczków.
Fiu fiuuu.... Ładny zbiór. A do tego pyszne słoiki z ogórkami w tle
I już poniedziałek.
Trzeba do pracy wstawać.
Dzień jak codzień.
Ja to chyba nie jestem specjalnie wybredna, jeżeli idzie o kawę.
Byle była mocna.
Ekspres na k-cup ze sobą wożę wszędzie, bo nie akceptuję kawy w saszetkach, jak herbata.
Jest podla. I mimo, że w domu piję z ciśnieniowe, to taka z ekspresu przelewowego czy k-cup jest ok.
Na rejsie wolałam kawę z ekspresu bezpłatnego, taką ogólnie dostępną przez cały dzień, niż z kawiarni płatnej, którą mieliśmy w cenie pakietu napojowego.
Na śniadania w hotelu nie chodzę, bo są okropne, nie w moim stylu, choć głodnym się nie wyjdzie. Ale nie będę ryzykować, biorę swoje jedzenie z domu. I jak je mam to trzeba zjeść.
Restauracyjne śniadania są super, tyle, że ogromne. Po tygodniu wyjazdu to bym się w piłkę zamieniła. Obiady wystarczą.
Natomiast jajecznica to wyzwanie. Bardzo rzadko jem poza domem. Bo nikt nie umie zrobić mojej, idealnie ściętej. Nie za suchej, nie za płynącej.
Wybieram zazwyczaj omlet - gdy jest stanowisko jajeczne. Tu nie mam aż tak wielkich wymagań.
Witam poniedziałkowo ![]()
Właśnie ostrzygłam Połówka i tak patrzę, że ja też już muszę do fryzjera. Może umówię się na piątek.
Dziś w planach zakupy dla rodziców a potem jedziemy do Nich w odwiedziny. Wczoraj spotkanie rodzinne upłynęło bardzo miło, ale jak wróciliśmy, to już trzeba było iść spać. Czas mam szybko umknął. Może dziś wieczorem będziemy go mieli ciut więcej dla siebie...?
Dziś na obiad ryba. Mamy taką swoją, ulubioną smażalnię gdzie zawsze są świeże ryby i jak je podadzą , to nigdy nie ma zawodu. Chcemy sobie zrobić jeszcze taki, urlopowy akcent
Dziś słonecznie, ale w domu jest tak chłodno, że chwilami nic, tylko wskoczyć pod koc.
Ale póki co mobilizacja i w planach druga kswa.
Dobrego dnia
Dzięki,że przypomniałaś mi o fryzjerze. Muszę się umówić na zrobienie fryzurki z okazji 50-tki mojego brata. Co prawda to dopiero w listopadzie,ale umówić się trzeba już teraz ![]()
Dziś już nie ma słonka, przynajmniej na razie. Za to piękna mgła. Właśnie zaparzyłam kawę,napijecie się?
Oj jak ciężko po weekendowym lenistwie. Ale nic to, trzeba dać radę i tyle.
Zimno się zrobiło, rano 7 stopni.
Na koniec tygodnia trochę cieplej, a potem znowu w dół.
Dzisiaj zaczęły się prime day, a przy okazji sams club i Walmart mają swoje.
Kompletnie nic nie ma. Jakaś chińszczyzna, nic z rzeczy, które ewentualnie chciałabym kupić.
Nawet kawę kupowałam taniej wcześniej. A zazwyczaj na prime day była okazja uzupełnić zapasy.
Mąż pewnie coś tam nakupuje - filmy i książki.
Ja do fryzjera przymierzam się na koniec listopada, mam nadzieję, że moja fryzura wytrwa do tego czasu. Teraz mi się fajne włosy zrobiły.
Tyle się rozpisałam,wysyłam,a tu zderzenie z białą ścianą..szybko jednak wróciło Wielkie Żarcie. Szkoda tylko,że nie mogę odtworzyć wpisu
Mi też się trafiło - rozpisałam się i jak kliknęłam "wyślij" poszło w powietrze
Mnie też stracha napędzilo.
Wchodzisz, a tu biało. Dobrze, że krótko trwało.
Mówiłam, że mąż coś znajdzie do kupienia.
Nabył 2 komplety książek Sapkowskiego, po angielsku. Będzie co czytać i porównywać jak im poszło tłumaczenie.
Kolejny zimny poranek, ale w dzień ciepło, do 25 stopni. Może być więcej, może być mniej. Zobaczymy.
Spadam jeść śniadanie. I potem do pracy.
Witam środowo ![]()
Niestety poprzedni wpis zniknął i już nie mam tyle czasu żeby się rozpisywać ![]()
Skrótowo - jestem pierwszy dzień w pracy. Atmosfera lipna, bo nerwowa. Na szczęście mnie ona nie dotyczy więc otoczyłam się papierami na biurku i robię swoje. Ale...trochę to ma wpływ na człowieka więc byle do 15-ej. Mam nadzieję, że nabrałam na urlopie tyle dobrej energii, że na jakiś czas wystarczy mi tego zasobu żeby nie ulegać tym otaczającym mnie emocjom.
Połówek jeszcze jest w domu, ale wyjeżdża dziś wieczorem. Tradycyjnie mam swojego "pocieszacza" w postaci pudełka lodów
![]()
Dobrego dnia
Tak myślałam czy ja mam jakiegoś pocieszacza. Chyba nie, nie z jedzenia.
Jeżeli cokolwiek miałoby nim zostać to chyba byłby alkohol, niebezpieczny związek.
Tyle, że ja nie lubię pić dla samego picia, to musi być kompozycja smaku, dopełnienie do jedzenia.
Jeżeli jest dysonans to ani jedzenie, ani alkohol nie smakują mi tak jak powinny.
Witam czwartkowo ![]()
Poranek jeszcze bez deszczu, ale parasolka w torbie, bo zapowiedzi nie są optymistyczne.
Po pracy planuję małe zakupy warzywne z myślą o weekendzie, bo jutro idę do fryzjera więc lepiej jak ogarnę sobie to dzisiaj.
Kolejne pranie czeka - coś nie mogę tego skończyć przez te pourlopowe stosy. Od wczoraj wystartowało ogrzewanie w mieszkaniu więc już powinno wszystko szybko wysychać. Cieszę się, bo faktycznie chłodno było w domu.
Połówek już pracuje czyli wyjechał więc w domu pustka i cisza.
Papiery czekają więc zmykam.
Dobrego dnia
I już czwartek, czekam weekendu.
Żeby się zmęczyć domowo, hehehe.
Wczoraj dotarły nowe rośliny miesozerne, nowa rodzina Adeli.
W naprawdę dobrym stanie, widać, że hodowla dba o wszystko. Dostały wodę i światło, niech się klimatyzuja.
Mała ma bunt skrzypcowy. Nie chce ćwiczyć, nie chce chodzić na zajęcia.
Bo przyszło trudne, różnica w graniu słyszalna, choć ciągle brak piszczących dźwięków. Ona jest zdolna wielokierunkowo, wszystko przychodzi łatwo. Więc jak nie jest jak być powinno, to najchętniej by odpuściła.
Miejmy nadzieję, że mama się nie ugnie.
Ciepło w ciągu dnia wraca. Poranki chłodne.
Nowi członkowie rodziny.
Piątek, piąteczek, piąteluniek ![]()
No i mamy koniec roboczego tygodnia. Jeszcze tylko parę godzin przy biurku, potem do fryzjera i szybko wracam do domu.
Poranek był tak zimny, że aż pożałowałam, że nie założyłam cieplejszej kurtki. To odczucie zimna, to pewnie po wczorajszym deszczu.
Byłam po zakupy więc dziś już nie muszę. Kupiłam w zasadzie prawie same warzywa. Była brukselka więc w dziś zrobię ją na obiad z masłem i bułką tartą. Kiedyś jej nie lubiłam, ale od kiedy gotuję tak, żeby była na wpół miękka już jest super
Przywiozłam z Niemiec owczą fetę i trochę walczę sama ze sobą żeby może jednak zjeść na obiad grecką sałatkę...?
Mam też pyszną słodką cebulę tzw. cukrową. Pasuje idealnie do takiej sałatki. Kupujecie ją? W Polsce jest dostępna chyba tylko w tym letnim i wczesnojesiennym okresie. Dużo droższa, bo za kilogram trzeba zapłacić ok 12 zł.
Przyszłam wczoraj do domu i poczułam takie miłe ciepło. Pomyślałam sobie, że jestem prawdziwą szczęściarą. W domu jest nie tylko ciepło, ale i bezpiecznie i przytulnie a przecież są ludzie, którzy nie mogą tego doświadczać (z różnych powodów). Ot, taka chwila refleksji...
Zaczęłam oglądać serial "Replay" z platformy Netflix. Rzadko ostatnio się spotyka tak piękne poprowadzenie kamery. Prawie każdy kadr, to doskonałe zdjęcie. Nawet chwilami robiłam sobie pauzę żeby mieć czas przyjrzeć się tym obrazom.
Film jest w konwencji czarno-białej, z doskonałą muzyką, osadzony we włoskim krajobrazie. Trochę rozwleczony wątek, ale dzięki kunsztowi artystycznemu chce się patrzeć i chłonąć. Polecam.
Czas na gorącą herbatę z pigwą i goździkami.
Dobrego dnia
Witam piątkowo
...i deszczowo..całą noc padało i teraz też..plucha,zawierucha i kałuże.
Mimo pogody wybieram się na cmentarz. Moja babcia jakby żyła kończyła by dokładnie 100 lat. Ona i jej siostra bliźniaczka. Były jak dwie krople wody,nawet głos miały podobny. W szkole się zamieniały. Babcia była dobra z ''rachunków'',ciotka z polskiego. Uzupełniały się,pomagały we wszystkim.W styczniu 1945 roku one i rodzeństwo zostali sierotami. Mama umarła jak babcia miała 2 latka a tato zginął od kuli we własnym domu. Na historii uczyliśmy się o tym.. Straszne czasy to były,ogromna trauma. Nigdy więcej wojny ,choć i dziś jak wiemy czasy niepewne ,ale nadzieja zawsze pozostaje..
Piękna i smutna historia. Babcia już "lekka" w swoim niebycie i pewnie szczęśliwsza... (*)
I już piątek, cieszę się bardzo.
Jutro pośpię dłużej.
W planach pranie, sprzątanie, zakupy, pieczenie/gotowanie.
Czas zleci nie wiadomo kiedy.
Oczywiście weekend deszczowy.
Cebula cukrowa to u mnie ta standardowa. Coś jak cukier trzcinowy.
Bardzo ją lubię, głównie kupuję.
Huragan na Zatoce. Isaiah. Pierwszy w tym roku od atlantyckiej strony (do tej pory były tylko sztormy, daleko na oceanie)
Może nie być za fajnie dla Florydy/Alabamy.
Ma iść potem daleko lądem. Oby sytuacja z Helen się nie powtórzyła w Appalachach.
Źle imię napisałam, korzystając z podpowiedzi wyrazów - Isaias jego imię.
Z moim okiem nie jest dobrze. Pierwsze charakterystyczne symptomy dostałam niecały tydzień po wizycie u lekarza. Gdy termin operacji miał być jakąś odległa przyszłością.
Z dnia na dzień jest gorzej, linie poziome- z ugiętej pod ciężarem półki, zrobiły się delikatnym szlaczkiem falistym, linie pionowe z prostych (zajęło im dłużej) najpierw zrobiły się jak pogrubione na boki odbicie w krzywym zwierciadle (jak beczka), a teraz są jak ciało wygięte przy skłonie w bok, jedna strona wklesla, druga wypukła.
Dzisiaj zadzwoniłam, mam wizytę w środę. I numer telefonu bezpośrednio na okulistyczny dyżur, gdybym zaczęła podejrzewać odklejanie się siatkówki po godzinach pracy przychodni.
Zobaczymy co się dowiem. Byle móc przetrwać do grudnia...
Ehhh...
O kurczę
Szczerze Ci współczuję. To ogromny niepokój, bo przecież oczy są takie ważne... Może się szczęśliwie okaże, że to chwilowe, że uda się poczekać do grudnia czyli tak, jak zaplanowałaś pierwotne. Mimo wszystko dobrze, że jest opcja "B" i w razie potrzeby wiesz co robić. Ech....
To już nie zniknie inaczej jak operacyjnie.
Może spowolnić czy na trochę się zatrzymać, ale osiągnięty stan zostaje.
Mnie nowe okulary, nowe szkła starczyły na miesiąc.
Wszystko jest kwestią ucisku na siatkówkę, a dokładnie plamkę żółtą i szkód przez to zrobionych.
Optyka była najgorszym działem fizyki, którego nigdy nie rozumiałam. Teraz muszę przerabiać na żywo, w praktyce.
Witam sobotnio ![]()
Posłałam dłużej czyli aż do 7-ej . Potem herbata i kawa z Połówkowym, ale już przez telefon. Nie mam dużych planów. Trochę telefonów, jak to po urlopie i powrocie do domu. Pewnie kolejne pranie, bo wczorajsze dosycha.
Za oknem pogoda w kratkę czyli typowo jesienna. Patrzę z przyjemnością na trawnik, bo cieszę się, że Połówek go skosił i to już koniec w tym sezonie. Muszę pójść ogarnąć czyli oczyścić kosiarkę, bo pewnie jak zwykle oklejona trawą i ziemią. Połówek uważa, że nie ma potrzeby czyścić, ale ja wiem swoje ![]()
Fajnie, że jeszcze cały weekend przed nami ![]()
Dobrego dnia
Weekend. Deszczowy. Huragan płacze z żalu, że się rozpuścił.
Deszczowe pozostałości są równie niebezpieczne, bo to ogrom powodzi.
Oby Helen się nie powtórzyła, tym razem na moim terenie.
Helen to już dwa lata, ciągle wiele szkód nie jest naprawionych, Blue Ridge Parkway zamknięta, na najpiękniejszym odcinku.
Dzisiaj domowe obowiązki plus zakupy.
Na obiad Mississippi roast, będzie na dwa dni, a reszta mięsa na zimno.
Śniadania jeszcze nie wymyśliłam.
Za tydzień córka przyjeżdża. Z psem. Pogadamy, pospacerujemy. Może pojedziemy się moczyć do ciepłych źródeł.
Do ciepłych źródeł? Wspanialy pomysł,na pewno wypoczęłybyście idealnie,bo to sam relaks. Zwłaszcza,że ostatni czas nie jest dla Ciebie łatwy. Wierzę,że wszystko się dobrze ułoży i operacja pomoże. Będzie dobrze,musi być.
Dzięki za dobre myśli.
Co ma być to będzie.
Operacja jest koniecznością.
Mimo jej wykonania, mogę widzieć gorzej. Wszystko zależy od stopnia uszkodzenia siatkówki.
Ale to alternatywa do niewidzenia w ogóle.
Byle dało się do grudnia doczekać.
A teraz do środy, żeby konkretnie wiedzieć na czym stoję.
Deszczowa niedziela, 7.30, a ciemno na zewnątrz.
Dzisiaj dokończę dzień gospodarski w domu.
Wczoraj zrobiłam sobie ciasto marchewkowe, wieczorem, tak kusiło sztucznym zdjęciem. Znaczy w przepisie była rolada, ja zrobiłam na spodzie. Nijak nie wyglądało jak to ze zdjęcia, kolor ciasta się nie zgadzał nawet. Ale tym razem wiedziałam plus minus jaki będzie efekt.
Spód z mąki migdałowej i kokosowej z potarta marchewką. Masa z sera philadelphia, masła i śmietany kremówki, z wiórkami kokosowymi. Posypane drobnymi orzechami pecan.
Dzisiaj będzie na śniadanie.
Od jutra trzy dni z kompletem w domu.
I z planami.
Jutro wyprawa w góry- zadanie ze szkoły, które sama wybrałam z listy. Znając życie rodzice mieliby problem z realizacją, to niech i ja mam trochę przyjemności.
We wtorek zaległe lody urodzinowe, wyprawa do gwiazdy (Roanoke Star) oraz może zoo, jak rodzice zapłacą.
W środę moja wizyta u okulisty. A dzieciaki idą do mojej koleżanki, tą którą znam z zajęć gimnastycznych. Zgodziła się.
Rodzice też, choć nigdy jej nie widzieli. Tylko zabawki od niej i opowieści Małego (i moje).
Mieszka trzy minuty od okulisty..
Czas przeleci ot tak...
Mój wczorajszy obiad - Mississippi roast, z puree z kalafiora oraz sosem paprykowym.
Miałam jeszcze mieć pieczarki, ale tak zdechłe, że odpuściłam.
Dzisiaj będzie powtórka.
Ciasto przetestowane. Pycha, jak myślałam.
Częstujcie się, do tego kawa lub ograniczony wybór herbat.
Na obrazku spód (ciasto) wyglądało jak z orzechów nie z mąki, z drobniutka marchewką, nawet drobniejsza niż potarta na małych oczkach.
Tak czy siak moją wersję ciasta zaraz sobie zapiszę.
Ciasto wyglada bardzo smakowicie. Biorę do kawy,z pewnością mi nie zaszkodzi,zwłaszcza,że w przepisie są składniki które nie powinny podnieść cukru. Spróbuję zrobić na swoje urodziny,które już wkrótce.
Ciasto jest naprawdę dobre.
Bardzo delikatne.
Dodanie śmietany kremówki było strzałem w 10, dodało lekkości masie serowo-maslanej, która po wyjęciu z lodówki jest ciężka.
Już dawno nie jadłam z takim smakiem, z myślą o więcej.
Bo ja generalnie to najbardziej lubię realizować i modyfikować. Jak już gotowe, to jedna porcja mi wystarcza, resztę zazwyczaj męczę, bo trzeba zjeść. Bez tej radości z jedzenia.
Nawet jak dla Ciebie powinno być bez cukru, na urodziny zrób z nim. Bo zaczynanie od rewolucji tak wielkiej uroczystości to nie jest dobry pomysł.
Bo jaki by nie był każdy słodzik czy nawet cukier brzozowy mają inny smak, który trzeba zaakceptować, inaczej to mordęga i zero przyjemności.
Do czasu erytrytolu żaden słodzik mi nie pasował, kupowałam i zawsze wyrzucałam już mocno przeterminowany. Ten okazał się strzałem w 10.
Ale dla gości czy nawet dla córki, jak przyjedzie robię wersję tradycyjną.
Witam poniedziałkowo ![]()
W minionym tygodniu startowałam z praca od środy, teraz już czas wciągnąć się w pracę "po całości". Tak więc zaczynamy tydzień. Dodam - zimny tydzień. Zapomniałam, że mam fajny bezrękawnik, który w minionym roku nosiłam na kurtkę. Przypomniałam sobie o nim teraz
. Czas jutro założyć, bo te siedem stopni i wilgoć w powietrzu robią swoje.
Weekend przeleciał. Zrobiłam sobie maraton filmowy. Potrzebowałam posiedzieć w domu. Po tym hiszpańskim słońcu, mam wrażenie, że jeszcze bardziej odczuwam jesienne ochłodzenie.
Nie chciało mi się gotować. No normalnie lenistwo mnie ogarnęło po całości. Miałam mrożoną lasagne warzywna więc ta mi załatwiła temat obiadu.
Zafarbowałam włosy, po po strzyżeniu, to już nie było zmiłuj. Z myślą o kolejnym terminie strzyżenia (ja muszę raz na miesiąc) patrzyłam w kalendarz i trochę mnie zatkało. Uświadomiłam sobie, że jeszcze raz i ten po nim, to już przed świętami
O ludzie! Kiedy to zleciało! Przecież zaraz trzeba będzie pomyśleć o cieście na piernik. Zazwyczaj robię je 11 listopada. A Wy robicie w tym roku?
Czas na gorącą herbatę i zabieram się za pracę.
Dobrego dnia
Hej, hej.
Weekend minął, czuję wielki niedosyt.
Myślę nad planami w pracy.
Co i kiedy mamy robić. Chyba wszystko skomasuje na jutro, bo dzisiaj, choć szkoła wolna, to stałe zajęcia zostają. Rano muzyka, po południu gimnastyka i chór Małej.
Lepiej niech Malutka utnie regularną drzemkę niż ma być za dużo.
W górach wszystko może być mokre, zresztą wszędzie, nawet przysiąść na ławce się nie da.
Ostatnie trzy dni lata, bo znowu wraca, a potem spadek temperatury do przymrozku, ma być 1 stopień rano na weekend. A to może oznaczać koniec jesieni, gdy kolory się nawet jeszcze nie zmieniły do końca.
Isaias niestety wyrządził szkody w zachodniej części stanu.
Oni dopiero zaczęli dźwigać się powoli z Helen.
Współczuję bardzo tego życia w strachu.
W mojej części stanu było sporo tornad, nasze miasto ominęło.
Niby mniej huraganow, ale jak przyjdą to na 200 %.
Nie wiem czy mogłabym żyć w miejscu, w którym pory roku przeplatają się z lękiem...
Wszystko to kwestia przyzwyczajenia. Działasz metodycznie, w szybki sposób ogarniasz co trzeba.
Gorzej, gdy sytuacje mają miejsce tam gdzie nigdy do tej pory.
Nikt się nie spodziewa - tak jak tornada w Polsce czy teraz jak huragany zamiast iść po Atlantyku, idą poprzez Appalachy plus minus.