Robiłam te rogale dwa razy i nie miałam żadnego problemu z konsystencją ciasta. Ciasto powinno być miękkie, w żadnym wypadku betonowe. Na drugi dzień rogale są nadal miękkie, oczywiście jeśli je przykryć. Na Twoim zdjęciu od razu widać, że coś jest nie halo z ciastem. Może masz jakieś duże szklanki, mąka też różnie chłonie wilgoć. Warto pamiętać, że do wypieków drożdżowych nie sypiemy od razu całej podanej w przepisie porcji mąki na raz, bo można się zdziwić :) To nie gusta się różnią :)
No to tak: rogale byłyby bardzo smaczne, gdyby nie ciasto. Surowe ciasto wyszło jak beton! Po dodaniu pół szkl. mleka (dodatkowo) dało się jako tako zagnieść, było nawet plastyczne i nie wymagało podsypywania. Ale po upieczeniu ta betonowość dała o sobie znać - wcale nie były mięciutkie i puszyste (a tego oczekuję od ciasta drożdżowego), a na drugi dzień były zjadliwe tylko po podgrzaniu w mikrofali lub namoczeniu w kubku z pićkiem. Przykro mi ale uważam, że albo pomyliłaś coś w proporcjach (4 szkl. mąki i tylko jedna mleka?) albo nasze gusta się bardzo różnią. Reasumując... powtórzę nie raz ale na pewno nie z tym ciastem.
No właśnie! Jeśli uda Ci się trafić na ten właściwy przepis na ciasto, podziel się proszę :) Bardzo lubię flamkuchen :)
Ciasto jest mniej pizzowate, zdecydowanie cieńsze, zawiera minimalną ilość drożdży. Jadłam kilka marketowych w Alzacji, w Polsce Lidlowe, wypróbowałam potem ileś przepisów - ale do tej pory nie udało mi się zrobić takiego spodu, jaki jedliśmy we Francji.
Ale na spodzie od pizzy zdarzało mi się też jeść.
Flamkuchen też jest bardzo pyszne, ale odnoszę wrażenie, że jednak ma inne ciasto, a przynajmniej tak mi się wydaje na podstawie dwóch, które jadłam w Niemczech - w dodatku jednego knajpowego, a drugiego supermarketowego do odgrzania w domowym piekarniku :D
jednym słowem - tarte flambee - albo Flamkuchen
No właśnie :) Kupne też do szczęścia potrzebne, ale od czasu do czasu trzeba sobie podogadzać i ugotować domowy :) Ja od kilku dni przymierzam się i przymierzam do słodkiej chwili malina + miód - może w końcu dziś się zabiorę za nią raz a dobrze. Wczoraj przepadło, bo przypomniałam sobie o ciasteczkach maślano-miętowych :D
Przed chwilą ugotowany, pierwszą porcję już pochłonęłam, wyszedł pyszny, chociaż (jak zwykle u nie) mocno za gęsty. Ale trudno,może następnym razem uda mi się dodać nieco mniej kaszy. Ale przepis bardzo ok.
Moje smaki.Właśnie w tygodniu kupiłam świeży imbir,przyda się.
Żaden kupny kisiel nie umywa się do domowego.Wystarczy właśnie mąka ziemniaczana i dobry sok.
Bardzo ładne :)
A co do wcześniejszego komentarza - na Wielkanoc zastępuje się po prostu foremki - i wycina jajka i zające :D
i jak co roku wg tego przepisu..Porcja podwojona :) czeka już na Święta
Tak, zamykamy wraz z pokrojonymi plasterkami owoców. Od czasu do czasu, może gdy lato jest bardziej suche i zasypane cukrem pigwowce nie puszczą odpowiedniej ilości soku, zdarza się, że trzeba słoiczki, które chce się odstawić na zimę, uzupełnić niewielką ilością wrzątku, żeby owoce całe były zanurzone w płynie i nie psuły się.
Robię taki syrop/sok z pigwowców od wielu lat, ale nigdy, ale to nigdy, nie udało mi się uzyskać z takiej porcji /1 kg owoców i 1 kg cukru/ aż 3 l soku /bo 6 słoików po 500 to razem 3 l chyba, że 500 coś innego oznacza, bądź zamykamy w słoikach razem z pokrojonymi owocami - ja tak też często robię/.
Przepraszam, proszę nie traktować mojego spostrzeżenia jak "czepialstwa", ale jestem po prostu...spostrzegawcza? i dokładnie czytam? a sok pychota wychodzi, to fakt.
Możesz spokojnie upiec dzień wcześniej. Będą bardzo dobre, tylko musisz przykryć talerz z rogalikami reklamówą lub owinąć folią alu :)
Fajnie wyglądają mam upiec ciasteczka na Andrzejki dla syna czy jak upiekę dzień wcześniej będą kruche czy czerstwieją szybko?