Witajcie w Lipcu.
Rozgośćcie się przy zimnej lemoniadzie, wodzie z lodem , miętą i cytryną. Plus lody owocowe.
Zasiadziemy na fotelach pod lipa, pszczoły zapewnią koncert a my oddamy się rozmowom. Lub krótkiej drzemce.
Bawmy się dobrze w ten upalny czas.
Trochę opóźniony dla Was wątek, ale wczoraj wieczorem nie miałam głowy.
Gościu przyjechał naprawić pocenie się klimatyzacji, woda ciekła pod ścianka oddzielajaca garaż od urządzenia, chyba od dawna.
Zaczęło wyglądać źle (do sprzedaży myślę, że zamalowali po wierzchu). To co zrobił specjalista to obwód z rurek, zawierający mi garaż, teraz już nie zaparkuje samochodu.
Umieścił dwie rurki w odpływie za małym na nie (powinien połączyć jakimś rozdzielnikiem. Teraz woda leci z jednej rurki na garaż (wcześniej szła prosto do odpływu). Ale nie idzie pod ścianką, hehehe.
Mąż dojechał, fajnie być razem.
Dzisiaj ustalimy plany na dwa świąteczne dni.
Czyżby fachowiec "pełną gębą"? ![]()
Wspaniale, że już masz męża obok i nowe plany przed Wami. Życzę tylko udanych i super emocji.
Z perspektywy nocy i tego co zobaczyłam rano, może nie jest najgorzej. Jak wszystko wyschnie, ściana przestanie stać w wodzie.
Jedyne co jest na pewno źle, to brak łącznika rurek.
W każdym razie daleko do specjalisty z Kentucky- nowe określenie szwagra, gdy ktoś coś zawali w pracy. Na razie tajne, bo nikt nie rozumie. Ma szansę się przyjąć.
To ten człek co zalał dwa pokoje hotelowe, biorąc się za odkręcanie rury ze ściany, bez zamknięcia zaworu głównego.
Aaaa, no tak - pamiętam tę opowieść
Witaj Ekkore nasza lipcowa gospodyni. Miejmy nadzieję,że już bez upałów lipiec będzie
A przynajmniej nie tak intensywnych jak teraz. Tak czy inaczej na wodę z lodem i lody ja się piszę od razu. U nas dalej gorąc niesamowity i się schładzam jak tylko mogę. Właśnie biorę się za lody,bo nic innego nie dam rady zjeść
Jak już pisałam u mnie temperatura na zewnątrz nie ma znaczenia.
Przy dużych upałach klima ustawiona na 24-25 stopni to przyjemny chłód w środku.
Wczoraj, po tym jak była wyłączona przez kilka godzin było ciepło, ale tak przyjemnie. A jak się uruchomiła to chodziła non stop aż do schlodzenia do zadanej temperatury. Nawiewy mam w podłodze, dmucha do góry, to jak się położyłam się spać, to jak na lodowym łóżku (nawiew jest pod łóżkiem, chyba muszę deflektor tam założyć). Ale szybko się wyłączyła.
Teraz jest jakieś 22 stopnie, schłodzone naturalnie po nocy, bez użycia klimy.
Witam środowo ![]()
Lipiec zaczął się pozytywnie. Za mną dwa ważne tematy i nowy miesiąc zaczynam ciut "lżejsza" w emocjach. Żeby całkiem się cieszyć brakuje mi wyniku z mammografii. Może będzie w piątek...?
Dziś niebo szare od samego rana i na termometrze 21 stopni. W zapowiedziach są przelotne deszcze. A jutro rano, jak będę wychodziła do pracy będzie 14 stopni.
Dziś obudziłam się o godzinie 4-ej. Nie umiem leżeć więc wstałam, przyszykowałam się i wyszłam z domu wcześniej, ale zrobiłam sobie dzięki temu fajny, długi poranny spacer. Pewnie wiele osób powiedziałoby, że jakaś głupia, czy co? Jak to nie może leżeć? A no tak, ja tak mam. Zwyczajnie budzę się z nową energią i szkoda mi czasu na przewalanie się z boku , na bok
Oooo, już dochodzi 14-ta. Ależ mi zleciał ten dzień.
Miłego popołudnia i dobrego, nowego miesiąca
Witam czwartkowo ![]()
Ale był chłodek jak szłam do pracy. Wyszłam w krótkim rękawku i dorobiłam się "gęsiej skóry"
Mimo to nie ma co marudzić, bo aura jest bardzo przyjemna.
Po pracy muszę iść do banku załatwić sprawę więc dziś późniejszy powrót do domu.
Wczoraj planowałam odpocząć, ale się nie udało. Miałam telefon za telefonem, potem trzeba było zrobić opłaty a na koniec okazało się, że muszę pilnie zamawiać prezent. Oczywiście pomysłu nie było, ale na szczęście "oświeciło mnie" bardzo szybko i temat został odhaczony.A skoro mowa o prezentach, jak wyjeżdżacie do rodziny, czyli odwiedzacie dawno niewidzianych bliskich, to zawozicie jakieś upominki? U mnie tak jest i przez to od paru dni "rozkminiam" co, komu przywieźć. Muszę to załatwić nim zacznie się urlop, bo jak wyjedziemy z Połówkiem, to już potem nie będzie czasu na takie tematy. Z rodziną zobaczę się na koniec lipca, ale wyjeżdżamy już wcześniej żeby odpocząć we dwoje.
Dziś w pracy zapowiada się spokojny dzień, ale co z tego wyjdzie, to czas pokaże ![]()
Ekkore, fajnego czasu z mężem.
Goplano, jak temperatury u Ciebie? Mam nadzieję, że trochę odpuściły i już jest Ci lżej...?
Zabieram się za śniadanie - bułka żytnia z twarogiem i zielony ogórek.
Zostawiam herbatę z cytryną.
Dobrego dnia
O tak ,o wiele lżej. Wczoraj popadało dość solidnie,mimo wszystko dalej jest gorąco,przynajmniej mnie,zwłaszcza jak coś robię. W domu się nagrzało i ciężko teraz ''pogonić'' ten warek
Poza tym w zeszłym tygodniu przyszła zamówiona kosiarka. Okazało się,że uszkodzona. Zwróciliśmy,ale jakoś ze zwrotem pieniędzy się nie kwapią. Nie wiem czy do nich napisać,czy poczekać jeszcze trochę? Zamówiłam przez allegro.
Jeśli masz potwierdzenie, że odebrali uszkodzoną kosiarkę, to zazwyczaj (po otrzymaniu towaru) powinnaś mieć informację w wiadomościach. Zwykle zwrot trwa 3 dni. Zerknij na wiadomości na koncie Allegro i w e-mailach.
Codziennie zaglądam i ciągle ta sama wiadomość-towar w trakcie weryfikacji u sprzedawcy. Już mnie to trochę drażni,bo ile można weryfikować.Jutro mija tydzień jak otrzymali zwrot kosiarki,ale za to zwrotu pieniędzy nie kwapią się oddać.
W Stanach pod tym względem amazon działa dobrze. Wystarczy, że dostarczysz do punktu odbioru, dostaniesz potwierdzenie i wybierzesz zwrot na konto na amazonie to jest praktycznie od ręki. Jak kartę, to kilka dni nim się wyprocesuje.
Pierwszy wolny dzień dla mnie. Oczywiście pospałam tylko ciut dłużej niż budzik. Normalka.
Temperatury u mnie sięgnęły 40 stopni.
W górach nie czuje się tego upału.
FB we wspomnieniach przypomniał mi, że w 2018 w samochodzie było 46.5 stopnia, wtedy trzeba pewnie było chłodzić.
Wczoraj było - wsiąść do samochodu, okna otworzyć, możemy jechać. Już od kilku lat gorąc w środku mi nie przeszkadza, pełna adaptacja.
Zaraz muszę wodę z miętą i cytryną przygotować, będzie przyjemnie popijać z lodem.
Na obiad gulasz z kaszą i ogórkiem. Już się nie mogę doczekać.
Jutro pewnie rybę zrobię i surówkę.
A na sobotę manicotti.
Plan jest na siedzenie w domu i kino. Do jutra i pojutrze ma nam szansę się odmienić.
Piątek, piąteczek, piąteluniek ![]()
Jak dobrze, że przed nami weekend. Jupi! ![]()
Wczoraj byłam trochę ogarnąć "ogródek" przed balkonem, ale niewiele zrobiłam. Wycięłam parę gałęzi i na tym koniec, ale muszę się zmobilizować i skosić trawę, bo od niedzieli przez ok. 3 dni ma być deszczowo.
Zakupy już mam. Szczerze mówiąc niewiele kupiłam, bo nie potrzebowałam. Jak są jajka, twaróg i warzywa, to już mi wystarcza.
Jak Wasze plany na weekend?
Dobrego dnia
U nas wreszcie się ochłodziło,aż lepiej się żyje
Na zakupy muszę się wybrać ,bo lodówka prawie pusta. Młodzi pojechali do Francji na 8 dni,a ja będę mieć od wtorku gości z Niemiec. Przyjeżdża moja chrzestna z siostrą i szwagrem. Jestem w lekkim szoku,bo ostatnio widzieliśmy się rok temu,a jeszcze wcześniej 30 lat wstecz. No i właśnie odwieczny dylemat-co podać na stół,głównie na obiad. Teraz lato,ale mięsko wskazane. Tylko jakie najlepiej? Proszę Was o porady
Coś ostatnio na imprezę robiłaś w piekarniku, w całym kawałku, to może powtórka jeśli smakowało.
U mnie zawsze najchętniej wybierany jest boczek. Kupuje taki ze skórą, przyprawiam, wkładam w rękaw i do piekarnika. Świetne są podudzia z indyka (takie trybowane czyli bez kości) pieczone razem z suszonymi śliwkami, można włożyć szarą renetę lub warzywa korzenne i upiec w naczyniu żaroodpornym. Jak dodasz trochę wody, to zrobi się delikatny sos. Zawsze przed przyprawieniem polewam olejem żeby przyprawy się lepiej trzymały, ale to standard więc pewnie nawet nie powinnam pisać takiej kucharce, jak Ty
A może gołąbki? Też niektórzy robią w piekarniku. O tyle dobrze, że te zrobisz sobie wcześniej a potem tylko podgrzać.
Tak, robiłam,ale to już było, więc tym razem chciałam coś innego wyczarować w kuchni. Boczku nigdy nie robiłam pieczonego,może to ten czas? A czasu mam nie za wiele,bo we wtorek idę na pogrzeb. Zmarła żona mojego wujka od strony mamusi. Wiedziałam,że jest chora,ale że aż tak to nie. Okazuje się,że to był nowotwór mózgu.Ostatnie tygodnie tylko leżała,bo nie było sił,by się podnieść. Zresztą taty brat też podobnie, tylko,że on akurat niewydolność płuc. Ech straszne są te choroby..
Wydaje mi się, że dla takiej chorej, leżącej osoby, to jest już "ulga"...
Smutek dla rodziny. Współczuję...
Z pewnością.Wujek,tzn brat taty,cały czas to powtarza. Mówi,że dla niego życie to tylko krzyż i chciałby już...
Goplana, moje kondolencje.
Tak trudno się pogodzić z odejściem.
Ale dla samej chorej i rodziny to koniec fizycznego cierpienia i oglądania tego.
Trzymaj się.
Dziękuję. Tak masz rację,pewna ulga tak,bo wcale nie jest łatwo patrzeć na cierpienie najbliższej dla nich osoby. Takie to życie jest..
Mojego tatę raczysko zjadło w trzy miesiące.
Przeziębił się w lutym, na początku maja zmarł. Z postawnego chłopa została połowa.
A i tak do końca żartował, jakby mu nic nie było, taki był.
Myśleliśmy, że wszystko potrwa do jesieni, że będzie się męczył, cierpiał z bólu.
A wszystko skończyło się w kilka dni.
Było ciężko, każdemu z nas, ale po czasie to było najlepsze.
Ja już jestem starsza niż on zmarł. Rok równy z jego odejściem był trudny, a co jeśli ja też i tego typu podobne myśli.
I już piątek, za szybko hehehe.
Wczoraj poszłam do lekarza, z moją ręką. Choć długo było (2 godziny wszystkiego), mimo braku widoku ludzi, to tylko pomoc doraźna to gabinet super, czułam się zaaopiekowana na maksa. Myślę, że będzie moi, gdybym potrzebowała. W tym samym budynku jest też fizykoterapia, także gdyby w perspektywie czasu było potrzebne, będzie blisko.
Mam stan zapalny ścięgien, proces leczenia długi- idzie powoli. Dostałam ćwiczenia, sterydy, mam brać przeciwbólowe, diclac chyba po polsku się nazywa, ten posiadam na neuropatię.
Na zdjęciu rentgenowskim widoczne było stare złamanie (to powiedział radiolog, który konsultował, a informację pani doktor przekazała mi na telefon później), to koło 20 lat. Bez możliwości powiedzenia kiedy.
Odpuszczamy aktywności zewnętrzne, gdy będzie potrzeba, jakby nie było mieszkamy w górach, wyjdziemy sobie na zacieniona część- balkon, taras lub podjazd. Albo nie, jak gorąc docisnie.
A poza tym kino, wieczorne sery, winogrona i czerwone wino.
Witam sobotnio ![]()
Wolne, luzik i spokój. No normalnie "bajka" ![]()
Do pełni radości brakuje mi słońca. Dziś szaro, ponuro i chłodno. Jutro powtórka. Dwie pierwsze dni tygodnia mają być deszczowe. Czas pokaże, bo aura lubi się zmieniać.
Myślałam, że może wyjdę na spacer, ale po powrocie z balkonu odechciało mi się
Bardzo nieprzyjemny chłód, który wzmaga wiatr.
Kawę piłam o szóstej więc na drugą muszę jeszcze trochę poczekać. Zjadłam też śniadanie. Dziś (jak to w weekend) tradycyjnie jajka. Usmażyłam na maśle z dużą ilością szczepioru. Do tego małe pomidorki. Chleb sobie odpuściłam, bo wczoraj na obiad była pizza więc się "zamączyłam" ![]()
Wczoraj kurier przyniósł do rodziców zamówiony stolik kawowy. Potrzebny był na prezent dla sąsiadki moich rodziców. Wiecie jak to jest z tym kupowaniem przez internet...różnie bywa. Opinie były super więc zamówiłam. No i miła niespodzianka, okazało się, że jest ładniejszy, niż myśleliśmy. Fajnie wykonany, polska produkcja, stabilny i z porządnych materiałów. Na dodatek cena, to 95 zł . Rewelacja! Ucieszyliśmy się, jak nie wiem co a sąsiadka zachwycona i bardzo zaskoczona . Od dawna mówiła, że potrzebuje taki podręczny stolik. Pani ma 86 lat i nie wychodzi z domu więc mało ma takich pozytywnych emocji, ot dzień za dniem.
A skoro mowa o zakupach, to wczoraj kupiłam dobre zestawy kaw na prezenty gdy wyjadę w odwiedziny do rodziny. No i tak leci ten czas a ja odliczam skrupulatnie i z radością. Za równe dwa tygodnie Połówek będzie w domu i wtedy zacznie się pakowanie na urlop w nowym, cichym i otoczonym naturą domku ![]()
Jupi!
A póki co cały weekend przed nami ![]()
Miłego dnia
I ja za dwa tygodnie zacznę pakowanie. Na wyjazd do domu. Już się cieszę.
I na fryzjera, jeszcze muszę przetrwać ten czas.
Albo pomyśleć nad znalezieniem kogoś lokalnie
Wszystkiego najlepszego z okazji 250 rocznicy uzyskania niepodległości. Wielkie Narodowe Święto. Część wczorajszych obchodów z racji upałów została odwołana albo przeniesiona na godziny wieczorne.
Myśmy i tak się nie wybierali, jakoś nie jestem zwolennikiem takich masowek.
Byliśmy na Toy story wczoraj. Choć to już 5 część, nie straciła kompletnie na świeżości, przekazując bolesna prawdę o współczesnych dzieciach.
Bardzo ciekawi mnie ci zrobiono z imieniem świni Jimmy Dean w polskiej wersji językowej.
Potem pojechaliśmy do odpowiednika Castoramy, tylko z większą ilością męskich zabawek, myślałam, że męża nie wyciągnę, co chwilę oczy mu się świeciły.
Kupiliśmy pompkę do rezerwuara toalety, ale nie ten rozmiar (nie wiedziałam, że są rozmiary, więc wybraliśmy taką z napisem najbardziej popularny). Dzisiaj trzeba jechać oddać i wymienić na właściwy. Poza tym mąż naprawił tą która ciekła, ale i tak kupię nową, żeby potem nie szukać.
Poza tym zlikwidowalismy problem lania się wody z klimatyzacji na podłogę garażu- lejek pasujący do otworu i dwie rurki w rozszerzenie. Nie ma to jak prowizorka.
Dobrze, że kupiłam zestaw lejków, bo ten o którym myślałam okazał się za szeroki. Za to środkowy pasował idealnie.
Kupiliśmy też kolanka, ale potrzebne nam jeszcze jedno, to jak wrócimy to się zakupi.
Dzisiaj kolejne kino.
I serowe zakupy w sklepie obok kina.
Weszliśmy wczoraj, bo byliśmy o 20 minut za wcześnie przed otwarciem kina. Mieli dużo większy wybór niż w moim ulubionym do tej pory (najbliższym) sklepie tej sieci.
A na obiad manicotti - karbowane rurki faszerowane ricotta i innymi serami ze szpinakiem, w sosie pomidorowym. Przygotuję przed kinem, upieczemy po powrocie.
Witam niedzielnie
I deszczowo. Wreszcie pogoda która schładza i orzeźwia. Potrzebowały tego rośliny,które zaczęły powoli schnąć. Wstałam o 6:00 i tak się krzątam po domu. Za chwilę będę nastawiać na rosół,a na drugie będzie fasolka szparagowa i pręga z gotowania. Na deser ciasto truskawkowe.
Pozdrawiam i życzę Wszystkim dobrego i smacznego dnia
I już niedziela, czas rozstania, czas do pracy.
Super ten leniwy długi weekend był, tego było mi potrzeba. Owszem trochę zobowiązań, ale bez przesady.
Wczoraj obejrzeliśmy tylko połowę filmu, może mniej. Alarm pożarowy, zaczęło wyć, świecić i gadać. Ludzie ustawili się rządami i wyszliśmy. Byłam pod wrażeniem porządku, spokoju w jakim się to odbywało. Potem dostaliśmy bilety na dowolny seans, w tej opcji będziemy musieli skorzystać. Straż pożarna przyjechała po kilkunastu minutach. Strażacy do budynku wchodzili w pełnym rynsztunku.
Oby tylko na sprawdzaniu się skończyło, nie widziałam informacji o pożarze.
W samochodzie było ponad 46 stopni.
Po południu ogromna, krótka burza, której prognoza nie widziała, nawet jak było ciemno i zaczął padać deszcz. Ochłodziło się znacznie, dzisiaj też ma padać.
Witam poniedziałkowo ![]()
Sobota minęła pracowicie, bo wzięłam się za ogarnianie "ogródka" i mieszkania. Natomiast w niedzielę coś mnie popchnęło w stronę płótna i farb. Czas przy malowaniu leci bardzo szybko. Na obiad zrobiłam buraczki z fetą, cebulą słodką i rukolą. Pychota.
Dziś dzionek bardzo chłodny i zapowiadają deszcze. Jak wychodziłam z domu, to było zaledwie 10 stopni. Dopiero w środę ma być cieplej i sucho.
Dobrego startu w nowy tydzień
Witam w nowym tygodniu
Jaka u Was pogoda? U nas super,wreszcie wiaterek. W tej chwili u nas 17 stopni. Mnie to bardzo odpowiada,ale ponoć na weekend wracają znów upały.
Jutro jak wspomniałam idę na pogrzeb,w dodatku rodzina ma przyjechać. Jakoś muszę to pogodzić. W ogóle jakaś taka przybita jestem. Strasznie zasmuciła mnie śmierć cioci i jeszcze wujek dziś a jutro. Tak się przejęłam,że od przedwczoraj boli mnie żołądek. Przepraszam,ale nic optymistycznego dzisiaj nie napiszę,może to ,że młodzi zadowoleni z wycieczki. Zwiedzają najważniejsze miejsca Francji.Codziennie przysyłają mi zdjęcia. Wracają w środę w nocy.
To na razie tyle. Pozdrawiam i dużo zdrówka życzę
Oj, trudny czas dla rodziny. To naturalne, że Cię to "przygniotło". Trzymaj się...
Wyrazy współczucia jeszcze raz. To nigdy nie jest proste.
Ja wczoraj rozmawiałam z kuzynostwem męża. Myślałam, że zadzwonią jak on będzie (od soboty), ale mieli plany, dopiero wczoraj wieczorem (polską późna nocą).
Przygnębiające wieści. Teść fizycznie jeszcze daje radę, porusza się sam. Mentalnie już jest całkowicie out. Zero kontroli, zero rozpoznawania, zero orientacji.
Już nie pamięta, że jadł nawet.
Ehhh...
Hej hej w poniedziałek. Zaspałam. Telefon mi się rozładował, zero budzika. A miałam 30 % jak odkładałam go. Może jakieś aktualizacje ściągał, bo jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło takie coś.
Nie było porannego rytuału kawowego, szybko śniadanie, ogarnąć siebie i z tego pośpiechu zostało mi jeszcze kilka minut do wyjścia, to piszę.
Mąż pojechał, cicho się zrobiło.
W nocy była burza. Błyskało gdzieś daleko.
Najpiew była świetlna dyskoteka i nagle bum kula ognia w okno, aż podskoczyłam. Świetlik walnął w szybę, choć w scenerii wyglądało to dużo gorzej.
Jej, niesamowite! To aż tak mocno świecił, że robił wrażenie kuli? Super. Szkoda tylko, że pewnie zakończył swój los.
Raczej błyskawice w oddali i to, że zobaczylam go kątem oka, gdy uderzył w szybę. To były mikrosekundy, ale podskoczylam wystraszona, choć za kolejne wiedziałam, że to świetlik.
Może akurat trafił w momencie mrugnięcia, gdy oko się otwiera.
Witam wtorkowo ![]()
Deszcz od wczoraj a nawet od przedwczoraj. Chyba roślinki się cieszą. Wyciągnęłam długa kurtkę przeciwdeszczową i w drogę. Szczerze mówiąc w moim rejonie zbytnio nie nacieszyłam się letnia pogodą ![]()
Normalnie, to człowiek marudzi, że czas umyka, ale jak się myśli o urlopie, to perspektywa się zmienia
Odliczam dni i tak bardzo się cieszę, że...jak nie wiem co
Zamówiłam sobie na Allegro owczy, włoski żółty ser do wina - oczywiście z myślą o urlopie
Kupiłam go miesiąc temu na próbę i okazało się, że jest przepyszny.
Wczoraj na obiad dokończyłam kalafiora. Miało być lekko i małokalorycznie. A potem jak głupek zjadłam pół paczki orzeszków z wasabi
Na dzisiaj planów brak a to wróży, że będą jajka ze szczypiorkiem
Dobrego dnia
Wczorajsza burza się rozmyśliła, dzisiaj plan na kolejną. Taki plan też jest do niedzieli, zobaczymy jak naturze wyjdzie realizacja.
Dzisiaj obudziłam się o czasie, budzik zadzwonił. Zmęczona, bo źle spałam.
Tym razem przez noc telefon zużył ledwie 5 % baterii. Dziwne to.
Mała jest zaintrygowana szydelkiem.
Z wakacji przywiozła zestaw do wykonania szydełkowej zabawki. Oczywiście musiała otworzyć i zaraz próbować. Przez koło godziny zrobiłyśmy 3 rządki prosto, jako praktykę. Powiem, że całkiem nieźle jej szło. Krzywo, za ciasno, za luźno, takie zawsze są początki. Ważna jest determinacja. Ja szydełkować na całego zaczęłam w drugiej klasie podstawówki. Być może zaczynałam w wieku Eleanor. Potem wybrałam druty, do szydełka nigdy nie wróciłam na stałe.
Może ściągniemy wzór- bo tylko kod QR jest i może jej zrobię. Albo sama zrobi.
Malutka była zazdrosna o uwagę. Zasypała mnie zabawkami, żebym się z nią bawiła. Trzeba było rozdzielać uwagę.
A Mały ma infekcję ręki. Najprawdopodobniej zainfekowane miejsce po ugryzieniu, choć moim zdaniem to za długi czas upłynął, jakieśdwa tygodnie. Prędzej już gdzieś się skaleczył- o gwoździa, ostry kawałek patyka nie trudno, gdy to mały eksplorer zewnętrzny.
Ma dwa antybiotyki.
Zauważyłam ja, że palec i kawałek ręki spuchnięte, twarde, gorące. Stawiałam na ugryzienie.
Zabrali go do siebie do szpitala.
Nie czuł tego wcale.
Witam środowo ![]()
Wreszcie niebo wygląda niebiesko. Szarość mi się znudziła
Po deszczach powietrze wychłodzone i jak zawieje, to odechciewa się spaceru, ale już jest lepiej, bo nie pada ![]()
Wczoraj zmieniłam plany i ostatecznie pojechałam do rodziców. Tym samym dziś mam po pracy wolny dzień. Planuję wysprzątać mieszkanie. Może też jakieś małe zakupy zrobię...?
Goplano, jak sobie radzisz z emocjami, jak się czujesz?
Zabieram się za papiery na biurku. Dla Was zostawiam gorącą herbatę z cytryną.
Dobrego dnia
Witam środowo
ja tylko na chwilkę się przywitać, bo lada chwila oczekuję gości. Wczoraj byłam na pogrzebie. Wzruszeniom nie było końca,zwłaszcza,że z niektórymi nie widziałam się kopę lat. Po pogrzebie udaliśmy się na obiad. Był bardzo smaczny. Zaserowowano krem z białych warzyw-przepyszny. Na drugie podali devolaj,frytki i zestaw surówek. Jak tylko zjadłam ten krem odrazu pomyślałam,żeby dzisiaj go zrobić i poczęstować gości,ale nie zdążyłam się wyrobić. Będzie za to schab zapiekany w sosie pieczarkowym,do tego ziemniaki i surówka z sałaty lodowej. To na razie tyle,bo czas mnie goni..
Hej hej, już połowa tygodnia.
Goplano, wczoraj byłam myślami przy Tobie.
Pogrzeby są miejscami, gdzie spotyka się z rodziną.
Wesela też, ale już na mniejszą skalę.
W pracy Mała połknela bakcyla szydełkowania. Jej pierwsza robótka będzie niczym, pamiątka, bo opuszcza ostatnie polslupki, przez co robótka jej się zwęża.
Nieważne, jak potrzeba szydełkowania zostanie, szybko zacznie robić zabawki, torebki, podkładki. Mnóstwo prezentów do wykonania, hehehe.
Powoli terminy mężowskich operacji zaczynają się układać w plan.
Nos teraz w lipcu.
A w sierpniu, powinno się udać z terminem, gdy będę w domu ta najważniejsza operacja.
I potem dochodzenie do siebie.
Trzymam mocno kciuki...życzliwie i szczerze, bo wiem co to znaczy leczenie...
Dzięki wielkie.
Na nosa to zapewne krotkoterminowe, to już trzecia operacja czy raczej zabieg, bo ma trwać godzinę, może dwie ze wszystkim.
Pozostaje mieć nadzieję, że może technika użycia komputerów czy robotów poszła do przodu.
Mąż ma ostatnie stadium trądziku różowatego, tzw skórę nosorożca, która niestety się odnawia w szybkim czasie.
To ogromny ciężar dla nosa, który uciska nozdrza, utrudniając oddychanie.
Nie ma za wielu miejsc wykonujących takie zabiegi. Bo trądzik to kosmetyka, nie podlega generalnie ubezpieczeniu, bez tego jest drogim zabiegiem. A u niewielu jest to tak drastyczna postać.
Poprzednia operacja starczyła na 3 lata, potem zaczęło odrastać. Po 5 Mąż ma już poważne problemy z oddychaniem, szczególnie podczas jedzenia.
Niestety w tamtym szpitalu lekarz przeszedł na emeryturę, a nowego nie mają.
Tu gdzie będzie teraz, przychodnia wynajmuje salę z personelem w szpitalu, przepływ informacji jest okropny, bo jest wiele podmiotów odpowiadających za swój wycinek.
Ale przynajmniej na chwilę będzie mógł lepiej oddychać. A może na długo, kto wie.
Generalnie ten zabieg był w planach na ten rok. Nikt nie myślał, że wraz ze skierowaniem na nosa, wyniki badań pokażą coś gorszego. Bo to była ta sama wizyta u lekarza.
Za to drugie proszę o myśli, kciuki, modlitwę co kto może i uważa za słuszne.
I dziękuję z góry
Wierzę w dobrą energię i taką przesyłam.
Mąż idzie do przodu z Twoim wsparciem więc będzie dobrze.
Wracałam do domu z zamiarem wzięcia się za sprzątanie. Weszłam do sklepu, potem odebrałam paczki i ostatecznie tak mi zleciał czas, że zgłodniałam. Zrobiłam sałatkę z buraczków i fety. Chyba się od niej uzależniłam
Tym razem dodałam maliny. Fajnie się komponowały. Jej, tak się najadłam, że odechciało mi się brać za sprzątanie
Juuutro.
Kolejny dzień zaczęty.
Czas leci bez opamiętania.
Dzisiaj będzie szybki dzień, bo sporo zajęć zamiast siedzenia w domu, gimnastyka.
Sterydy na moją rękę zadziałały super. Po pierwszej dawce uderzeniowej przeszło jak za dotknięciem różdżki. Sama nie wierzyłam. Tyle, że po ostatniej tabletce ból wrócił. Ale przynajmniej wiem, że to stan zapalny.
Od razu zaczęłam ćwiczyć, bo jak nie bolało to nie widać efektu. Teraz jeszcze biorę diclac, żeby stan zapalny minął całkowicie.
Dobrze, że nie boli jak na początku.
Spadam do pracy.
Piątek, piąteczek, piąteluniek ![]()
Jupi!
Nie pada i niby trochę cieplej. Mam nadzieję, że w weekend będzie więcej słońca. Fajnie by było złapać trochę promieni.
Zakupy mam zrobione więc dziś tylko sprzątanie i można będzie cieszyć się wolnym.
Dobrego dnia
Witam piątkowo
Wlaśnie pożegnałam gości,ale smutno się zrobiło, tym bardziej ,że niewiadomo kiedy znowu się zobaczymy. Wczoraj i przedwczoraj zrobiliśmy sobie wycieczkę. Byliśmy w Częstochowie a wczoraj w Krakowie. Po dłuższym zwiedzaniu poszliśmy na obiad. Postawiliśmy na policzki wołowe ,które serwowała pewna restauracja,a że nie jadłam ich całe lata,bagatelka ponad 30 lat,więc bez nijakiego namysłu złożyłam zamówienie. Zapomniałam jakie są pyszne,były tak mięciutkie,że rozpływały się w ustach. Najchętniej sama bym zrobiła,gdyby nie fakt,że bardzo trudno je dostać. Bynajmniej ja od lat ich nie widziałam. Czy u Was jest podobnie?
Też lubię policzki wołowe. Kiedyś kupowałam w Makro. Teraz tam nie jeżdżę więc nie wiem czy bywają. Ostatnio jadłam te ze sklepu Aldi - wolno gotowane. Bywają też w sklepie Auchan i w Biedronce. No ale surowego mięsa, to już dawno nie kupowałam.
A ja nigdy nie jadłam, nigdy nie widziałam w sklepach, ani wołowych, ani wieprzowych.
W sumie mogłabym popatrzeć tutaj, sprawdzić nazwę, bo czasami mają różne rzeczy - ogony, języki, serca.
Z tego, co przeczytałam w internecie Ty też możesz je kupić. Policzki wołowe są powszechnie nazywane beef cheeks lub beef cheek meat. Ze względu na popularność w kuchni meksykańskiej, na sklepowych etykietach często można spotkać również hiszpańską nazwę barbacoa meat lub cachete de res.
Do kupienia w sklepach takich jak Walmart czy H-E-B, w sklepach dla smakoszy, takich jak Wild Fork Foods i oczywiście przez internet.
Dzięki za info.
Nie znalazłam, bo albo nie kupuję mięsa w tych miejscach, albo nie mam ich lokalnie.
Internet dla surowego mięsa nie jest dopuszczalny.
Walmart podobnie, ze względu na jakość, choć wiem, że mają bogatą ofertę dla Latynosow. Bo mimo wszystko zdarzyło mi się kupować watrobke do pasztetu czy kości na zupę tam, to i przegląd zrobiłam. Ale akurat wtedy policzków nie bylo.
Zaraz sobie zobaczę online czy w walmarcie mają. Nie ma.
Dzięki Smakosiu
Posprawdzam,a nuż się uda kupić
Hej hej w piątek. Dwa dni wolnego, pracowitego, samo się nie zrobi, trzeba mu pomóc.
I jeszcze jakieś zakupy, żeby uzupełnić warzywa.
Znowu zaspałam, tym razem nie przez telefon. Obudziłam się na pierwszy budzik i pomyliłam przyciski, zamiast uśpić, wyłączyłam. Pamiętam tylko - żeby tylko nie zasnąć. Cóż, mój poranny czas skurczył się do zera, tylko śniadanie i ogarnianie siebie.
Uwielbiam poranki, specjalnie wstaję wcześniej, żeby mieć czas na leniwą kawę z telefonem, czasami coś ogarnę z rana.
Nic to, przynajmniej odpoczęłam dłużej.
U nas coraz głośniej o biegunce pasozytniczej, podobno bierze się z jedzenia.
W pracy dzieciaki miały, trwało długo- ponad tydzień. Pytanie czy to nie był wirus..
Zobaczymy, jak nie wirus, to może wrócić, bo dzieci nie były leczone niczym.
Ot biegunka - nawet nie aż tak uciążliwa, tylko na rzadko i brak apetytu oraz mnóstwo gazów.
Z dorosłych nikt nie miał.
Trzeba zakwaszac przewód pokarmowy i kieliszek na trawienie, hehehe.
Witam sobotnio i porannie ![]()
Obudziłam się jak do pracy czyli o 5-ej. Próbowałam leżeć. No normalnie nie umiem
Nagle taka gonitwa myśli, plany itp. No to wstałam i biegiem robić kawę że spienionym, ciepłym mlekiem. Piękna chwila poranka ![]()
Rodzina się aktywowała od kiedy daliśmy znać, że wpadniemy na weekend na koniec miesiąca. Ależ to miłe - autentycznie wszyscy się cieszą. Już się umawiają żeby zrobić wspólne ognisko i żebyśmy nie musieli jeździć od domu do domu. Też się bardzo cieszę.
Wczoraj coś mnie wzięło i pomyślałam, że czas najwyższy wypróbować jakieś płatki pod oczy. Wiecie, te żelowe, co to niby pomagają zlikwidować poranne krążki pod oczami
Poszłam do Rossmanna. Jest tego trochę i cię,ko było wybrać, ale trafiłam na miłą ekspedientkę i mi doradziła coś na próbę. Jutro sprawdzę działanie. Stosujecie może takie płatki? Macie jakieś refleksje?
Wyspę,stałam wczoraj mieszkanie i dziś mam luzik. Czekam na słońce bo chciałabym choć trochę wystawić twarz na promienie.
Ooooo! Ktoś mi wypił kawę
A może to ja? Ale kiedy? Hm... No to czas na herbatę.
Dobrego dnia
Hej hej sobotnio.
I ja obudziłam się wcześniej. Może nie o czasie do pracy, ale wcześniej niż, gdy zaspałam. Takie życie.
Żadnych płatków nie używam, nie mam poduch czy sincow pod oczami.
A oczy otwiera poranna kawa.
A za sprzątanie zaraz, po śniadaniu się biorę.
Część roomba, część zwykłym odkurzaczem, umycie podłóg dla mnie.
Pomiędzy pranie, dzisiaj dużo oraz jakieś zakupy, lista gotowa. I jeszcze coś upiec. I obiad. Czas przeleci.
Mąż zamiast zamówionego filmu otrzymał latarkę. Błąd automatu czy pracownika, którzy pakowali. Oczywiście nie mógł znaleźć opcji jak pogadać z pracownikiem. Oczywiście się złościł smsami.
Udało mu się zrobić zwrot - choć wcale o tym nie wiedział.
Teraz wszystko jest tak ukryte, żeby ludzie sobie odpuścili, ewentualnie zrobili zwrot bez wnikania.
Przejęłam pałeczkę, cierpliwie krok po kroku w końcu udało mi się z automatycznych odpowiedzi przejść do chata, a potem uzyskać kontakt telefoniczny już na jego numer.
Jako, że numer telefonu do niego to jego imię, nie znam na pamięć numerów (za rzadko używam, bo większość, gdzie trzeba podać numer, podpięta pod mój telefon), musiałam sprawdzić. Chcąc szybko zamiast otworzyć numer, nacisnęłam połącz i zaraz rozłączyłam. To ten dzwoni do mnie co chwilę, nie dając czytać i pisać. Ehhh, te chłopy...
W każdym razie nowa płyta wysłana będzie, latarka do zwrotu przez specjalny kod.
Panika toaletowa się nakręca. Coraz więcej artykułów. Dwa wirusy nie zadziałały, to teraz sraczka z pasożytów. Ludzie się śmieją, że darmowy ozempic na szybką utratę wagi.
A tak swoją drogą skąd to się wzięło na zarejestrowaną skalę o której warto mówić.
Hej hej niedzielnie. Cichutko dzisiaj.
Ja miałam niespodziewany nocleg u znajomych. Ją poznałam w sklepie, usłyszała polski język. Widziałyśmy się tylko wtedy. Potem kilkakrotnie rozmawiałyśmy przez telefon.
Nasi mężowie mają tą samą przypadłość, on już jest po operacji.
I wczoraj gadaliśmy, chcieli pomóc z informacjami. I po chwili, to przyjedź. Okazało się, że mieszkają kilka minut (jakieś 2 km) ode mnie. Czemu nie.
Pan domu miał ochotę na alkohol, odmówiłam, bo musiałam wrócić. Ale potrzebował towarzystwa, powiedzieli, że mam spać u nich. W sumie czemu nie.
W towarzystwie czerwonego wina spędziliśmy czas do północy, przeleciało ot tak.
Teraz będę miała więcej polskiego towarzystwa, bo może się uda zorganizować spotkanie z polskimi babami.
Będzie mi raźniej.
No to faktycznie musiałaś trafić na fajnych ludzi skoro zdecydowałaś się zostać u nich na noc. Fajnie, że mieszkacie tak blisko siebie. W sumie, to następnym razem spokojnie możesz wybrać się na piechotę i na noc wrócić do domu
Na piechotę nie wchodzi w grę, bo sporą część musiałabym iść po drodze głównej pełnej zakrętów, samochodów oraz bez chodnika.
Chodniki w centrum miast, na osiedlach oraz w parkach
Witam poniedziałkowo ![]()
Pierwszy raz nie czuję żalu, że skończył się weekend, bo to oznacza, że za cztery dni zaczynam urlop
Jupi!
Wczoraj wreszcie skorzystałam ze słońca. Trochę się opaliłam i odpoczęłam.
Jako, że w sobotę było pochmurnie, to poszłam na "ogródek" ogarnąć liście bambusowe, bo pełno ich było wszędzie a potem skosiłam trawę. Uf!Już mam to z głowy. Obiadów nie gotowałam. Jednego dnia było sushi, drugiego sałatka grecka i już
Na dzisiaj też nic nie zaplanowałam. Coś wymyślę. Mam ochotę na kalafiora. Może kupię...?
Za oknem baaaardzo szare niebo. Kurczę, co to za lato w kratkę? Oby mój urlop tak nie wyglądał
Chciałabym wreszcie poczuć, że jest lato.
Zostawiam tradycyjnie gorącą herbatę.
Dobrego dnia
Ale Tobie fajnie, idziesz na wolne pachnące wakacjami.
Ja też w czwartek po pracy (ma być krótko, ale co wyjdzie, czas pokaże) jadę do domu. W piątek mężowska operacja - zabieg na nosa.
I nie muszę wracać na dwa dni pracy, zamiast od środy mam cały tydzień wolnego, wczoraj mi powiedzieli.
Tylko do fryzjera muszę jechać specjalnie.
Moi znajomi mają dwa przepiękne owczarki niemieckie. I jedna rano przyszła do mnie na dolne piętro. Niby nic nadzwyczajnego - ale nie zamknęłam głównych drzwi do łazienki, bo przecież jestem sama. Ale zapomniałam wziąć ze sobą bielizny. Wychodzę na golasa z drugiego pomieszczenia, a tam pies, aż podskoczyłam ze strachu. Drzwi do pokoju były zamknięte, bestia sobie otworzyła.
Potem musiała wejść na górę, a ma problemy ze schodami.
U nich jadłam sałatkę z paluszków krabowych. A w zasadzie same paluszki. Dużo cytryny, czosnku i koperku. Jakie to dobre było. Muszę sama zrobić.
Witam w nowym tygodniu
Weekend mi minął tak szybko,że nawet nie wiem kiedy. Trawa urosła duża trzeba było skosić,a kosiarki nie było. Na szczęście po 2 tygodniach odzyskałam pieniądze ze zwrotu,ale musiałam się dopominać,bo sami od siebie chętni nie byli oddać. Kupiłam inną,tym razem dobrą.Mężowski wziął się za koszenie. Połowę on,reszta zięć. Zajęło to sporo czasu,bo trawa urosła naprawdę wysoka. Potem to wszystko zgrabić i dać na kompost. Poza tym wiadomo,porządki w domu,pranie i takie tam domowe rzeczy.Normalka. Pogoda u nas ostatnio na 15,16 stopni. A ja mam wrażenie,że dalej upalnie,dziwne co?
Najlepiej jest jak powieje fajny wiaterek,albo popada. Już niebawem wyjeżdżamy nad morze,konkretnie w sobotę,nieważne jaka będzie pogoda,grunt,żeby zmienić powietrze. Nawdychać się morskiej bryzy. Oczywiście lepiej by było jakby najmniej padało,ale i tak jest dobrze,zwłaszcza,że nie jestem amatorką leżenia plackiem na piasku. Lubię za to spacery brzegiem morza rano,albo całkiem pod wieczór. A co u Was słychać,bo nie miałam nawet kiedy wpisów poczytać
Pozdrawiam
Witam wtorkowo ![]()
Poranek słoneczny, ale na termometrze zaledwie 15 stopni. Zaklinałam rzeczywistość wychodząc w krótkim rękawku, udając, że mi nie zimno
Jutro poranek ma być jeszcze chłodniejszy, więc może nie powinnam narzekać
Ech!
Powtarzam się, ale jestem taka szczęśliwa, że w tym tygodniu, w piątek zaczynam urlop, że nie mogę przestać o tym myśleć ![]()
![]()
Dziś po pracy jadę do rodziców więc tradycyjnie powrót do domu będzie wieczorem i dzionek bardzo szybko ucieknie.
Goplano, udało Ci się złapać oddech po wyjeździe gości? Jak się miewasz?
Ekkore, jak nastawienie męża do zabiegu - stresuje się czy raczej optymistycznie i spokojnie do tego podchodzi?
Papiery czekają więc zmykam.
Dobrego dnia
Hej, hej wtorkowo.
Deszczowe lato. Ale deszcz potrzebny, gorzej z dziećmi.
Wczoraj było jakieś 23 stopnie tylko.
Smakosiu mąż wyjątkowo spokojny, jak nie on. Forma kontroli strachu pewnie się tym objawia.
Ale to nos, doświadczenie już ma, bo to trzeci raz.
Druga operacja ciągle bez ustalonego terminu.
Myślę, że zadzwoni w przyszłym tygodniu sam, jak już będzie w domu.
W weekend robiłam kotleciki rybne, z tuńczyka, świeżego. Jakie dobre wyszły.
Wczoraj zabrałam do pracy. Zjadłam na zimno, bardzo dobre w tej postaci.
Malutka jadła aż się uszy trzęsły.
Mała podeszła, powiedziała, że pachnie kocim żarciem. I po chwili, że to tuńczyk.
Jaka pamięć zapachu. Dla mnie to była ryba, zapach intensywniejszy nawet niż tuńczyka z puszki. Ale ja lubię.
Dzisiaj dokończę na obiad. Będą z warzywami z patelni- pieczarki, cukinia, papryki. Może mało pasujące do siebie, ale trzeba zjeść, żeby nie wozić. Bo to już tylko 2 obiady tutek, w czwartek to albo w domu, albo kabanosy na drogę, cw zależności od tego o której wyjdę z pracy, o której wyjadę i dojadę.
Hej,hej
Czy u Was też tak jest,że nie możecie wejść na WŻ bez obejrzenia wcześniej reklamy?
Od dawien dawna.
Reklama jest coś 15 sekund, ale po mniej niż 5 można ją zamknąć, przynajmniej u mnie.
I potem festiwal wyskakujących reklam, zakrywajacych połowę ekranu, te można zamknąć po zlokalizowaniu krzyżyka - iksa.
Jako, że wszędzie teraz to tak wygląda to się przyzwyczaiłam. Trening cierpliwości bez przywiazywania wago dilo treści. Bo kompletnie nie rejestruję ich.
Ja też się "znieczuliłam" na reklamy. Nie wiem co na nich jest. Szukam "krzyżyka", ale... Ostatnio pojawiło się coś dziwnego i nie jest to typowa reklama a raczej informacja. Nie pamiętam treści, bo pierwszy raz. Coś o wspieraniu Wielkiego Żarcia. Całość na jasno zielonym tle. Byłam zaskoczona, bo ostatecznie nikt chyba nie wie kto jest właścicielem tego serwisu.
No właśnie o to coś nietypowego mi chodzi,bo na te inne nachalne reklamy ja także się uodporniłam. Chodzi mi czy wyświetla się u Was takie coś :
Tak, dokładnie o tej reklamie pisałam. Przed chwilą mi się pokazała więc kliknęłam (bo inaczej nie wejdzie się na stronę). Pojawiła się reklama, którą szybko zamknęłam "krzyżykiem". Idzie "przeżyć"
Sprawdziłam, że regulamin WŻ jest z 15 kwietnia 2010 r. więc raczej nieaktualny. Brak w nim np. informacji o RODO. Ciekawa jestem jak to wszystko funkcjonuje
W internecie widznieje taka informacja:
"Właścicielem oraz wydawcą popularnego polskiego serwisu kulinarnego Wielkie Żarcie (WielkieŻarcie.com) jest spółka E-Gastro Sp. z o.o. z siedzibą w Poznaniu. Serwis funkcjonuje od 2001 roku, gromadząc społeczność miłośników gotowania i tysiące przepisów WielkieŻarcie."
Taka mi się nie wyświetliła jeszcze.
Ale w podobnym stylu - aby przejrzeć, przeczytać wyświetl reklamę, czasami jako nagroda - spotkałam już w necie. Najczęściej odpuszczam przejście dalej wtedy. Chyba, że mi zależy.
Myślę, że to nowa forma do zmuszania do obejrzenia reklam.
Witam środowo ![]()
Kolejny dzień do przodu i co raz bliżej do urlopu ![]()
Poranny spacer był w "maratońskim" tempie żeby nie zmarznąć. Zaparłam się i wyszłam w krótkim rękawku, ale na termometrze było tylko 14 stopni. Lato! Gdzie jesteś! Już nawet nie chcę patrzeć na prognozę długoterminową, bo mnie zaczyna przerażać. Póki co widzę, że od piątku do wtorku zapowiadają opady deszczu. W poniedziałek rano ma być tylko 10 stopni ![]()
Już nie chcę Wam marudzić o tej pogodzie, ale ja się nie zgadzam na brak słońca na urlopie! Wr! ![]()
Może komuś gorącej herbaty? Z "cypitrynką" , bardzo smaczna. Częstujcie się.
Dobrego dnia
I już środa. Fala upałów nadciąga.
Jutro po południu do domu, cieszę się już na poranną kawę na tarasie.
Zobaczymy jak z obiadem na wieczór, bo nie wiadomo jakie restrykcje będą po zabiegu. Czy nie będzie czasu tylko na pobyt wewnątrz do jakiegoś tam wygojenia - ze względu na słońce.
Myślę, że pod parasolem czy ogólnie w cieniu, to nie przeszkadza. Wiadomo, że po zabiegach skóra lepiej się goi gdy nie odczuwa takiego ciepła i też trzeba uważać żeby leki czy maści nie wchodziły w interakcje ze słońcem.
Trzymam kciuki.
Trądzik różowaty nie znosi słońca, w przeciwieństwie do zwykłego, który wtedy się wysusza.
Mąż bez czapki z daszkiem nie wychodzi na zewnątrz. A to i tak odrasta.
Taras mamy pod dachem, w siatce, do tego rolety na każdej części, bez tego popołudnie byłoby niemożliwe na zewnątrz. Strona południowa w kierunku zachodniej - obniżające się słońce świeci prosto na nas.
Witam czwartkowo ![]()
Dla mnie dziś jest "mały piąteczek"
Od jutra urlop. Jupi!
Ale mi Połówek zrobił "niespodziankę". W cudzysłowie, bo to raczej wynikało z wcześniejszej pomyłki. Okazało się, że będzie w domu jutro rano a nie w sobotę. Całe szczęście, że to wyszło teraz, bo ja jako klasyczna kobieta postanowiłam na spokojnie zająć się zakupami, sprzątaniem, praniem, gotowaniem, farbowaniem włosów i kto wie czym jeszcze, rozkładając to na dwa dni. A tu co? Szok
Muszę to wszystko zrobić dzisiaj i na dodatek po pracy idę do fryzjera więc tego czasu będzie naprawdę mało.
Dziś szłam pod parasolką. Popołudniu ma być 28 stopni a od jutra deszcz ![]()
Dobrego dnia
Czwartek.
Teoretycznie pół dnia w pracy. Zobaczymy kiedy to pół dnia się skończy, o której godzinie.
Potem do domu, szybkie pakowanie tego co nie dało się wcześniej, zjeść coś lub nie, zależy od godziny, ogarnąć dom, spakować samochód i w drogę.
Brzmi dużo, ale mam mało do zabrania. Najwięcej będzie do zabrania z lodówki, żeby się nie zepsuło nim wrócę. Bo to ponad tydzień.
Tydzień szybko przeleci.
Może uda się spotkanie z polskimi babami.
Smakosiu wypoczywaj na maksa, naładuj baterie.
Goplano nad morzem tak samo, ciesz się chwilą, oby pogoda i humor dopisały.
Witam czwartkowo
Na chwilkę ,bo zaraz wyjeżdżam. Wyjazd przyśpieszony przez odejście mojego Wujka,Taty brata. Stało się..Jutro ostatnie pożegnanie. Nazajutrz po pogrzebie (zachodniopomorskie) ruszamy nad morze. To już zaledwie dwie godziny jazdy stamtąd. Pozdrawiam i życzę zdrówka Wszystkim.
Współczuję bardzo. Ty to masz z tymi odejściami.
To ten wujek co był chory i czekał ostatniego powołania?
Tak,to ten wujek. Przez 5 lat po ciężkim zapaleniu płuc,wywołanym przez covid nie odzyskał już normalnej sprawności w oddychaniu.Przez te lata towarzyszył mu tlen,bo bez tego dawno by już nie żył. Ostatnimi czasy czuł się coraz gorzej,zwłaszcza od strony psychicznej. Nigdzie nie mógł wyjść,nawet zwykłe przeziębienie urastało do rangi okrutnej choroby,bo wtedy męczył się podwójnie,a nawet potrójnie. Od dłuższego czasu mówił,że chciałby już odejść tym bardziej,że był człowiekiem niezwykle żywotnym,wszędzie go było pełno a od lat był niejako ''przykuty'' do sprzętu którego nie da się normalnie wziąć i wyjść,choćby na zwykłe zakupy...
Szkoda, że nie miał takiego małego, jak torba na ramię. W Stanach wielokrotnie widziałam ludzi z takimi torbami.
Ale to już po fakcie.
Niczego nie zmieni.
Jeszcze raz kondolencje.
O jej...jak to przykro. Tyle u Was smutku w ostatnim okresie czasu. Trzymaj się i odpocznij.
Piątek, piąteczek, piąteluniek ![]()
Doczekałam się
Wczoraj "zagęszczałam ruchy" do 22.30 i nawet na moment nie usiadłam, ale za to dziś rano już mam luzik. Byłam tylko po drożdżówki półfrancuskie z owocami żeby miło zacząć urlop przy kawie ![]()
Połówek za godzinę powinien być w domu.
Poranek ciepły, ale nadchodzą spore deszcze jeśli nie ulewy.
Goplano, mam nadzieję, że Was jakoś ominą żebyś mogła cieszyć się spacerem brzegiem morza.
Ekkore, daj znać jak się czuje mąż, jak już będzie po zabiegu.
Wszystkim życzę dobrego i spokojnego odpoczynku
Zabieg dopiero o 14, pierwotnie miał być o 12, ale przesunęli mu. Ma trwać godzinę, to chyba nawet nie będę się ruszać z budynku.
Jutro dam znać.
Dacie wiarę, że jesteśmy w drugiej połowie miesiąca. Jak to leci.
Wszystkie jesteśmy na wakacjach, choć ha na tych domowych, wróciłam do domu.
Jak fajnie, choć moja poduszka ortopedyczna została w pracowym miejscu.
Chyba sobie kupię drugą do domu.
Przyjechałam z zamiarem upieczenia chałki albo brioszki.
I nam zabrać kitchen aida ze sobą, starego, żeby zacząć zabawę z zakwasem. Nie chce mi się wyrabiać ciasta ręcznie potem.
I wymyśliłam co na obiad.
Sushi, po śniadaniu (teraz kawa poranna, pospałam dłużej) pojadę na zakupy z rana.
Mąż biedak na głodniaka do zabiegu, nawet oczu nie otwiera.