Dzień jesienny tak cicho
jak liść zżółkły opada
Złoto ma z października
Smutek z listopada.
I w ten smutek złotawy
I w ten płomyk zamglony
Przybrały się Zaduszki
Jak w przejrzyste welony.
Płoną świeczek szeregi
Płoną świeczek tysiące
Powiewają płomyki
Zamyślone i drżące.
Więc płomykiem jak dłonią
Dłonią ciepłą i jasną
Pozdrawiamy tych wszystkich
Których życie już zgasło.
Tym 1 listopadowym akcentem pragnę Was serdecznie przywitać i zachęcić do odwiedzania Kawiarenki. Listopad na swój sposób jest przecież piękny. Spowalnia,wprowadza w zadumę,przygotowuje do świąt,bo przecież od Wszystkich Świętych do Bożego Narodzenia to rzut beretem. Zleci bardzo szybko. Jednym słowem-zapraszam. Kawa i herbata czekają,ogniki w kominku wesoło skaczą,jest ciepło i przytulnie
Witam niedzielowo i listopadowo .
Goplano uroczy ten wiersz, tak dużo nastrojowych, kolorowych zdjęć - pięknie nas przywitałaś.
Masz rację - trochę zadumy, trochę wyciszenia i trochę pozytywnego myślenia o tym, co przed nami ..
Wczoraj odwiedziliśmy osiem miejsc na cmentarzu. Sporo dźwigania było, ale to był dobry i refleksyjny czas. Kiedy stawaliśmy przy kolejnym nagrobku żeby postawić kwiaty i zapalić znicze zazwyczaj był ktoś w pobliżu więc się klanialismy a czasami zamieniło się zdanie mimo, że się nie zna ludzi. W drodze powrotnej Połówek stwierdził, że cmentarz, to taki "wspólny dom", gdzie wszyscy sprzątają, dbają, ozdabiają kwiatami i zapalają płomyki. Tutaj się wyciszamy, uśmiechamy do siebie i przestaniemy pędzić. Coś w tym jest.
Dziś nie poszłam a Połówek umówił się ze swoim wujkiem żeby Go zawieźć i przy okazji zapali nowe płomyki.
Ja gotuję zupę dyniową i czekam na popołudniową wizytę w szpitalu i rozmowę z lekarzem.
Wczoraj miał przyjść wieczorem chirurg i ocenić czy to, co lekarza nurtuje ma sens. Może dziś będzie jakaś informacja.
A póki co kawa. Zostawię dla Was w dzbanku.
Dobrego dnia.
Ps. Zapale w Kawiarence świeczkę dla tych, którzy kiedyś byli z nami na stronie Wielkiego Żarcia (*)
Tak-''wspólny dom'' to dobre określenie. Zwykle tam najczęściej można spotkać tych ,których dawno się nie widziało. Zatrzymać na chwilę ,porozmawiać,choć ja w ten dzień nie jestem specjalnie rozmowna,ale jak już ktoś mnie zaczepi to oczywiście rozmawiam. Zwykle wspominamy naszych zmarłych,choć innych ciekawi co u mnie itd.
Zadumany dzień dzisiaj. W Stanach normalny roboczy, chyba, że weekend.
Dzisiaj staliśmy godzinę dłużej, znaczy wstaliśmy godzinę wcześniej, hehehe. Dla kogoś kto nie śpi specjalnie długo.
Na obiad będą schabowe, do tego puree ziemniaczane i mizeria.
Wczorajszy dzień w górach wspaniały. Widoki nieziemskie (zdjęcia wstawiłam wczoraj na zakończenie października). Pogoda przepiękna. Niby było podobnie na stopnie, jak byłam z córką. Ale wtedy bluza i kamizelka z kapturem naciągniętym na oczy. Teraz lekka koszula, reszta miała wycieczkę na tylnym siedzeniu.
Bo tym razem nie było wiatru.
Niby nie chodziliśmy nigdzie, tylko po punktach widokowych, ale cały dzień. Mięśnie dzisiaj czują to.
Za kilka godzin rozstanie. Zobaczymy się dzień przed mężowska operacją, przyjadę po południu. Bo chcę fryzjera zaliczyć jeszcze po drodze, żeby potem specjalnie nie jechać.
Pewnie się stresujesz przed operacją. Nic dziwnego. Ostatnio Taty Żona miała zabieg na zaćmę a stresował się strasznie,choć jeszcze tego samego dnia wyszła do domu. Przez miesiąc ma się oszczędzać,tzn nie dźwigać. W lutym na drugie oko ma,ale mói,że już o niebo lepiej widzi i ,że tak nagle jej się wzrok pogorszył,bo nigdy się wcześniej nie skarżyła ,że ma problemy.
Mówisz,że masz na obiad schabowe. U nas już dawno nie było,nawet nie pamiętam. Trzeba zrobić,zwłaszcza,że panowie mięsożerni ,zwłaszcza zięć.
Zacma postępuje szybko, jak się zacznie. W Stanach ludzie sobie chwalą operację, bo to oznacza korektę wzroku do bycia bez okularów.
W moim przypadku zacma będzie efektem ubocznym operacji, w ciągu 4 miesięcy plus minus mnie czeka.
Moja operacja to sam zabieg jakieś 15 minut ma być. Pewnie z przygotowaniem i po to koło godziny będzie. Zaraz potem do domu. I kontrola następnego dnia, już w przychodni.
Schody zaczynają się- wszystko zależy od tego ile szkód dokonała błona. Im mniej, tym siatkówka powinna szybciej wrócić do normalnego kształtu.
Męża operacja w piątek, ma zostać przez noc na obserwacji i w sobotę do domu. Cewnik na 5 dni (w teorii).
Jeżeli nie będzie potrzebował silnych leków przeciwbólowych to relatywnie szybko powinien wrócić do sprawności. Zobaczymy.
Błyskawicznie.Operacja i zaraz do domu.Kiedyś to było nie do pomyślenia,ale bardziej chyba chodzi o miejsce i oczywiście pieniądze.
Tak jak wspominałam,na cmentarzu byłam już o 6:00 rano. Niby jeszcze ciemno było,ale w samym centrum już nie, bo od zniczy było dużo światła. Co ciekawe ludzi też było sporo. Zwykle tylko ja i Tata jesteśmy,dopiero koło 7:00 zaczynają się schodzić. Jedni z chryzantemami,drudzy ze zniczami,trzeci bez niczego,bo pewnie wcześniej już położyli. Zresztą tak samo jak ja. Kwiaty dałam już w środę. Znicze odpaliłam dziś. Wczoraj chciałam,ale jak lunął deszcz,to zrezygnowałam. O 7 byłam już w domu,domownicy jeszcze spali. Cichutko nastawiłam rosół i zrobiłam śniadanie. Nic skomplikowanego -jajka,twaróg z rzodkiewką i ciemny chleb. Przyzwyczaiłam rodzinkę do ciemnego pieczywa i innego już nie chcą,co mnie cieszy
Potem wzięłam się za karkówkę.Nie bardzo miałam pomysłu na nią,więc przewertowałam przepisy i padło na
https://wielkiezarcie.com/przepisy/karczek-duszony-w-plastrach-30010890
Prosty a smaczny przepis. Właśnie jesteśmy po degustacji.Do tego ziemniaki i surówka z pory. Wczoraj zrobiłam szarlotkę na mące migdałowej i kokosowej. Obawiałam się,że będzie się kruszyć,ale dziś jak wystygła daje się fajnie kroić. To i dobrze,bo po południu przyjedzie brat z rodziną i nie wypadało by im podać kruszące się ciasto,choć akurat mężowski byłby zachwycony.Uwielbia kruszonkę i duszone jabłka. To na razie tyle..
Kup gumę guar, tego daje się łyżeczkę, poprawia spójność.
Do tego mniej niż łyżeczką można zageszczac sosy.
Ja generalnie pierwsze opakowanie w 2022 roku kupiłam w tym celu i nigdy nie użyłam, warzywa i mniej wody są wystarczające.
Opakowanie 1 funta (453 g) starcza mi na ponad dwa lata.
Dzięki za podpowiedź. Na pewno się przyda,zwłaszcza ,że wszelkie ciasta zamierzam piec bez zwykłej mąki.
Witam poniedziałkowo
Dziś mam dzień wolnego. Przyda sie przedłużony odpoczynek.
Wczorajsza rozmowa z lekarzem nie przyniosła żdnych informacji. Może dziś się czegoś dowiem...
Dobrego dnia.
Czyli nie wiadomo co jest.. Oby się jak najprędzej wyjaśniło i z odpowiednimi lekami Tato powrócił do zdrowia. Trzymaj się Smakosiu
Weekend się skończył, czas do pracy.
Od dziś mam znowu mieć pracowniczych gości. Nie wiem w jakim składzie, nie wiem jak przygotować spanie. Dowiem się w pracy jak przyjadą.
Mąż dojechał bez problemów, choć po ciemku już, zmiana czasu.
Ja będę teraz wychodzić i wracać po ciemu. Żadna oszczędność na prądzie.
Lepiej żeby był czas letni.
Smakosiu daj znać co u taty.
Witam wtorkowo,
wczorajsza rozmowa z lekarzem nie wniosła nic nowego - nadal stan jest bardzo ciężki. Krążeniowo bardzo słabo. Chirurg zlecił tomografię. Brzuch nie wymaga nagłego otwarcia (3 raz), ale trzeba obserwować, bo pojawiła się martwica tkanek w miejscach cięcia. Kolejna operacja, to skrajne wycieńczenie już obciążonego organizmu. Każdy dzień, to wielka niepewność. Dziś tez pójdę porozmawiać.
Wczoraj dzień spędziłam w domu aż do 13-ej. Trochę odpoczęłam. Potem pojechaliśmy zrobić zakupy dla Mamy i przy okazji dla sąsiadki a na koniec kierunek szpital. W nocy się obudziłam o 2-ej i nie mogłam zasnąć a jak już lekko przysnęłam, to Połówek miał jakiś pomyłkowy dzwonek w telefonie, totalnie nas to wybiło i już nie mogłam zasnąć. A może podsypiałam...? tak czy siak o 4-ej oczy miałam jak pięciozłotówki. Rano, patrząc w lustro przypomniałam sobie, że czas zafarbować odrosty. Nie lubię tego, ale nie ma zmiłuj. Muszę się za to zabrać wieczorem.
Pogoda za oknem nie zachęca do spacerów, szaro i lekko mgliście.
Gorąca herbata z pigwą czeka.
Dobrego dnia.
U nas też podobna pogoda. Podobnie jak Ty obudziłam się w nocy i już nie mogłam spać. Przerzucałam się z boku na bok. Odpaliłam Netflixa,zaczęłam oglądać drugą serię "Matki pingwinów'' i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. A teraz się zastanawiam co zrobić na obiad.. Dzięki za herbatę z pigwą,to mi przypomniało ,że na krzaczkach mam pigwowiec. Zawsze w październiku zbieram a teraz mi umknęło,a widziałam ostatnio u cioci na parapecie zasypany cukrem i to mi do głowy nie przyszło. Ech za dużo czasem na tej głowie
Mamy za dużo na głowie. To raz. A dwa ruchy nam się spowalniają bardziej.
Kiedyś potrzebowałam dużo mniej czasu na wszystko, teraz robię dużo mniej w ciągu dnia.
Liście lecą z drzew jak szalone. Powoli przestaję być wystraszona, przyzwyczajam się. Oko z błona widzi wszystko powiększone, coś jakby ktoś słonia postawił przed oczami, choć jednocześnie wszystko jest rozmazane. I jeżeli to oko pierwsze uchwyci obraz, wtedy wygląda jakby coś ogromnego spadało, serce skacze do góry ze strachu (taki odruch). Po chwili mózg reguluje wszystko, zdrowe oko przejmuje dowodzenie i widzę już normalnie (na tyle na ile da się powiedzieć, że to normalnie), że to spadający na wietrze liść klonu czy dębu.
To prawda,ruchy już nie są takie jak dawniej,sama to zauważyłam. Ostatnio koleżanka mnie ''pocieszyła'' lepiej kochana nie będzie
No tak-ból w kolanach,tu strzyknie,tam coś zaboli.W niedzielę musiałam ketonal brać bo bardzo mnie dłoń bolala,że wszystko mi z niej leciało i tak nagle ten ból wszedł. Teraz już lepiej,sama nie wiem skąd się wziął.
Witam w środę
Dziś kolejny mglisty dzień,ale przynajmniej nie pada. Na termometrze 6 stopni,no i lecą liście,różnokolorowe.Co zamiotę,to za chwilę znowu napadają. Taki urok listopada
Na obiad wczoraj nic nie wymyśliłam,za to będąc w Dino kupiłam makaron durum z krewetkami,a że krewetki chodziły za mną już jakiś czas chętnie zrobiłam. Zwykle nie zaglądam za gotowcami z mrożonki,ale tym razem te krewetki przykuły moją uwagę. Szybko i dobre i co ciekawe wcale nie podnioslo mi cukru,także polecam cukrzykom. Potem doczytałam,że makaron durum ma niski indeks glikemiczny,także fajna opcja jak się nie ma czasu bądź chęci na pichcenie. Dzisiaj planuję zupę ogórkową,a u Was co ciekawego? Wątek obiadowy odszedł w zapomnienie a szkoda,był niezwykle pomocny. To na razie wszystko. Zapraszam na kawę
Witam środowo,
wczorajszy dzień był dość intensywny. Najpierw podskoczyłam do Mamy, potem do szpitala do Taty. Nic nowego się nie dowiedziałam poza tym, że nie ma pogorszenia, ale pewnie dobre i to... Zobaczę dziś co powie lekarz.
Po powrocie do domu szybki obiad czyli podgrzałam kaszankę, do tego ogórek kiszony i kromka chleba. Dziś nie wiem, ale może zrobię sałatkę z buraków, fety i rukoli. Dla Połówka jest mięso. Ja coś nie bardzo mam ochotę.
Wieczorem późnym okupowałam łazienkę, bo zabrałam się za farbowanie odrostów. Nawet dobrze poszło. Padłam o 22-ej i o dziwo obudziłam się dopiero na dźwięk budzika.
Pogoda całkiem dobra, bo nie pada a to już coś.
Dobrego dnia.
Ważne,że się nie pogorszyło,a to już jest coś. Trzeba zawsze się trzymać dobrej myśli. Pozdrawiam z
4 listopada już zawsze będzie ważnym dniem. Wczoraj odszedł mój Tato. Pozostał do końca w głębokim śnie. Pocieszam się, że nie cierpiał. Zdazylismy się pożegnać i poprosić księdza o sakrament namaszczenia.
Teraz trzeba się zmobilizować i wszystko pozałatwiać. Jestem nienaturalnie wyciszona i skupiona... Wiem, że nie mogę teraz się "rozkleić". To takie trudne...odeszła jakaś cząstka mnie samej.
Smakosiu, Emilko Droga, łączę się z Tobą w Twoim smutku i przytulam mocno, tak po matczynemu.....
Alicja
Najszczersze kondolencje!
Trzymaj się dziewczyno, wspieraj mamę.
To nigdy nie jest łatwe.
Dziękuję Wam za każde ciepłe i mądre słowo.
Mocne uściski.