Hmmmm.... ja średnio krewetkowa. Ale skoro obie tak robicie, to chyba posłucham mądrzejszych. Jak zejdę, to wasza wina!
Dzani - popieram iwcię. Jak masz mrożone, już gotowane krewetki, rozmrażasz, ociekasz na sitku, usuwasz ogonki - bo potem trzeba pluć, mnie to denerwuje i do sałatki. Jak jeszcze je podsmażysz mogą przypominać lekko stwardniałą gumę do żucia (ugryźć ciężko, a w buzi nie możesz pogryźć)
Jak masz surowe - w zasadzie wystarczy wrzucić je do wrzątku - momentalnie różowieją.
Jak już przepis wyszedł - to może ja też zrobię - za jakiś czas, bo wczoraj gotowałam zupę krewetkową.
Jak przesmażysz, to staną się twarde i już nie będą jędrne i podatne na sos użyty do sałatki....ale to moje zdanie, ja wolę takie....,,nie zabite na amen'
Że różowe nie są surowe, wiem, OK. Ale chyba jednak nie wrzucę takich rozmrożonych, osączonych do bezpośredniego spożycia. Raczej je przysmażę na masełku, bo kotlet też bym odsmażyła.
Sorry, ale zupełnie bez szału. Goście i domownicy zjedli- fajerwerków nie było:(
Aż się bałam napisać. :D Może być ale fajerwerków nie było.
Dżani, jeśli krewetki mrożone są różowe, to już zdecydowanie nie są surowe. Więc po rozmrożeniu i osączeniu mogą spokojnie wskoczyć do sałatki :))
Zerknij przelicznik produktów mierzonych w szklankach.
Mam i ja, dodałam: rodzynki,orzechy i budyń bananowy (kisielak jakiś wszystkie kisiele mi wyżarł), galaretka gruszkowa. Oleju 100g + stopione masło - wg mnie ciut za dużo. Następne będzie z bananami i jabcami a tłuszczu 200g tylko. Dziękuję i polecam, bo warto. :))
1 szklanka ile to gramów?
Tak
czy mase serową wylewamy na upieczony biszkopt ?
Zamiast aromatów do kruszonki można dodać troszkę soli, bardzo ciekawy smak
Super przepis