kości 0,80 -1,5 kilo od schabu karkówki łopatki oraz kości wołowych na rosół.
0,40 dag. cebuli
1 por ale nie musi być
kwaśne mleko 0,5 litra na 2 litry wywaru
mąka
przyprawy:
liść laurowy
ziele angielskie
ziarenka pieprzu
3 ziarna jałowca, sól
żadnych kostek ani weget!
dodatek gotowane ziemniaki
„Kwaśne” to zupa, której nauczyłam się gotować nie znając jej prawdziwych korzeni. Przez lata myślałam, że to po prostu nasza domowa tradycja — coś, co gotowała moja babcia i mama, a ja przejęłam od nich. Dopiero później, kiedy zaczęłam interesować się historią rodzinną, dotarło do mnie, że moja prababcia żyła pod zaborem pruskim. I wtedy zrozumiałam, że ten przepis mógł przetrwać tylko w naszym domu, przekazywany z rąk do rąk, z pokolenia na pokolenie.
To zupa, której nie znalazłam w żadnej polskiej książce kucharskiej o kuchni wielkopolskiej. Nie ma jej w klasycznych zestawieniach zup regionalnych, nie pojawia się w publikacjach o kuchni PRL, nie występuje w modnych restauracjach. A jednak u nas była zawsze — prosta, kwaśna, sycąca, gotowana „na oko”, z kości wieprzowych i wołowych, z dużą ilością cebuli, liściem laurowym, zielem angielskim, pieprzem i odrobiną jałowca. Warzywa i kości po ugotowaniu wyjmowało się, bo miały oddać smak, a nie być składnikiem zupy. Do wywaru wlewało się kwaśne mleko z mąką, które nadawało jej charakterystyczny, delikatnie kwaśny smak — zupełnie inny niż żurek czy zalewajka.
Dziś wiem, że to zupa z pogranicza prusko‑wielkopolskiego, bardzo stara, bardzo domowa, bardzo „babcina”. I choć jej historia nie trafiła do książek, przetrwała w naszej rodzinie — i teraz dzielę się nią tutaj, żeby nie zaginęła.
Gotujemy wywar z kości z dodatkiem cebuli pora i przypraw
Ugotowany przecedzamy ,do kwaśnego mleka dodajemy mąkę dolewamy trochę gorącego wywaru i zagęszczamy zupę.
Podajemy z gotowanymi ziemniakami.