Bardzo smaczne, lekkie placki - podkolorowałam je kurkumą + pieprz czosnkowy i sól. Pycha, u nas ze śmietaną lub sałatką mięsno-owocową. Polecam i dziękuję.
Pycha, pycha i jeszcze raz pycha
Ekkore,u mnie jest bardzo podobnie.Od trzech lat jeździmy do Chorwacji i tylko za pierwszym razem byliśmy w hotelu ze śniadaniem i obiadokolacją.Osobiście nie polecam.Śniadanie ok,ale potem czekać do 19 na ciepły posiłek to jakoś nam nie pasowało.Teraz jeździmy w ciemno.Bierzemy w ''teczkę'' jakieś lepsze konserwy na śniadanie.(jeśli konserwy można w ogóle nazwać lepszymi) Raz wzięliśmy z domu pomidory i ogórki,ale to mądre nie było,bo się zwyczajnie popsuło i kupowaliśmy na miejscu.A w ubiegłym roku w ciemno trafiliśmy do fajnych gospodarzy,którzy prowadzili przydomowy ogródek i zawsze nam coś dali:)Na obiad chodzimy do jakiejś knajpki i o porze jaka nam pasuje. A kolacja to był zazwyczaj jakiś deser,zazwyczaj lodowy:) Zresztą,zanim się obejrzeliśmy tydzień minął i do domu..:)
Na tyle, co szlajałam się po Europie nigdy nie targałam ze sobą słoików.
Jadąc z dziećmi, gdy były małe - starałam się wybierać oferty tanie - z obiadokolacją (żeby nie być uwiązanym do stołówki). Zazwyczaj były tak skomponowane - ze wyżywienie wychodziło gratis. Moje ostatnie wczasy w Austrii - z pełnym wyżywieniem (śniadanie, wieczorem ciepła kolacja i lunch pakiety na cały dzień) na dwie osoby kosztowały 270 euro za dwie osoby na 10 dni. Znajomi, z którymi jechaliśmy pytali się - kiedy dopłacić drugą ratę. Było naprawdę super. Jedzenia do bólu, pyszne - i do tego przecudne miejsce - w maleńkim pensjonacie, z balkonem, z widokiem na Alpy.
Jadąc bez wyżywienia - wybierałam opcję zakupów na miejscu - bo skoro jest to samo, w zbliżonej cenie - to po co targać ze sobą? I nie mówię, że jedliśmy na "mieście" - bo na dwutygodniowy wyjazd wyjścia zdarzały się raz, może dwa razy.
A wielki bagażnik daci - i tak wypełniony był po brzegi.
Z jedzenia zawsze zabieraliśmy zapas na drogę (żeby nie tracić czasu na jedzenie w lokalach) plus ewentualnie na pierwsze dni - kilka pasztetów, suszone kabanosy, może pomidorki koktajlowe, łatwe do jedzenia - żeby nie być zdziwionym w razie czego. Kabanosy, pomidorki i tak się zje -a pasztety mogą wrócić (i zazwyczaj wracały).
Poza tym zgrzewka wody - nauczona doświadczeniem, gdy jak potrzeba zawsze się kończy -a jak na złość po drodze nigdzie sklepu wtedy, zgrzewkę papieru toaletowego oraz ręczniki papierowe.
Przy aktywnym trybie wypoczynku na gotowanie nie ma czasu. Kanapki w plecak - i w drogę. Poza tym jest tyle serów i innych pyszności lokalnych do wypróbowania - że okres urlopu bez ciepłego obiadu codziennie nie stanowi problemu.
A tak przy okazji zapytam, dlaczego lanckorońska? Osobiście jestem zakochana w Lanckoronie i jej aniołach i dlatego skusiłam się na tę zupę.:) I jeszcze jedno pytanie, z czym najlepiej ją podawać?
Ja zrobiłam dzisiaj na mięsie mielonym, wszystkie składniki najpierw podsmażyłam na maśle i dalej gotowałam wg przepisu. Smaczna ta zupka. Jako dodatek był groszek ptysiowy. Dziękuję za fajny przepis.
Przyprawa meksykańska - może być przyprawą do fajitas, quesadilli czy tacos (to z gotowych mieszanek). Gdybyś chciała robić sama (ja nie używam gotowych mieszanek, tylko sypię przyprawy podstawowe, jednoskładnikowe) - to polecam użyć: pierz czarny, kolendrę ziarnistą mieloną i zieloną, czosnek, kminek mielony oraz miliony papryk - chipotle (bardzo ostra o dymnym smaku -ale przy tej ilości co się daje to mało wyczuwalne), cayenne oraz słodka zwykła i o smaku dymnym - z wędzonej papryki. To zazwyczaj wykorzystywane jest w meksykańskiej kuchni. Jak dasz ostrą paprykę świeżą - spokojnie wszystkie pikantności możesz ominąć.
Poza tym go gotowania możesz użyć mnóstwo cebuli oraz selera naciowego.
Myślę, że coś wybierzesz dla siebie z tego.
Oczywiście AUTORA! Przepraszam.
Zrobiłam, wyszła wielka ilość.Zmodyfikowałam przyprawy i dałam pół na pół płatki owsiane i jęczmienne, bo takie miałam. Smażyłam część na oleju, a część na smalcu i te bardziej nam smakowały.Polecam i pozdrawiam autorkę.
Zapraszam - bo naprawdę dobre. I bardzo proste i szybkie w wykonaniu A już myśli mi się zapiekanka - będzie wizualnie lepiej wyglądać - to samo, tylko ładnie ułożone w naczyniu (kalafior podgotowany na parze) - i posypane serem
Ciasto pyszne. Masę wykorzystałam do tortu. Rewelacja
Rewelacyjne ciasto, ślicznie wyglada bardzo apetycznie Polecam
Ciekawy artykuł. Co do kawy,to zawsze piję rano z mleczkiem.Chyba to uzależnienie,bo pierwsza myśl po wstaniu z łóżka to :kawa..:)
Kuskus oczywiście.
Mnie nie wyszedł zakalec tylko pycha ciasto.Z tym,że zamieniłam proszek na sodę i tak już zostawię.