Lubię krewetki i ogólnie owoce morza.Chętnie wypróbuję ten przepis.
Alez to danie smakowicie sie prezentuje. Chyba dzisiaj je ugotuje... Lubimy mexican food.
Smosia, , wystarczy ugotować kurczaka, zmielić razem z tą tłustą golonką, dodać namoczone 2 kajzerki, kilka sparzonych , bardzo drobno posiekanych wątróbek drobiowych,przyprawy, 3 jaja i gotowe. Wyrobione mięso, włożyć do foremki i upiec, taki pasztet jest bardzo soczysty i kleisty.
Sama psów nie posiadam, ale ma je moja siostra i wiem od niej, że psom nie daje się mięsa wieprzowego, kotu też, tym bardziej tłustej golonki..Pozdrawiam i kończę dyskusję, uważam , że nie ma ona sensu.
Dodam jeszcze , że pogubiłam się w ilości zamrożonych białek , więc zważyłam pięć i wyszło mi , że na ten sernik potrzeba ok.60 - 70 dag białek . Może ta informacja komuś się przyda.
Po raz kolejny upiekłam ten sernik i jak zwykle wyszedł pyszny . Tym razem upieczony na cieście z kakao. Mniamuśny.
O matko i córko, jakie one apetyczne, nic tylko robić i jeść bez względu na kaloryczne konsekwencje!
Smosia- dokładnie! U mnie też tłuste kawałki zajadają zwierzaki. Choć według niektórych to pewnie "wyrzucanie", bo tyle biednych..
No to pierwsza pochwała: wspaniała pod każdym względem (smaku,wyglądu i krótkiego czasu przyrządzania). U nas bez 'zaprawy' majonezowej, za to z posypką orzechową (włoskie grubo siekane). Pyszna, polecam i dziękuję za przepis.
Bardzo smaczne, lekkie placki - podkolorowałam je kurkumą + pieprz czosnkowy i sól. Pycha, u nas ze śmietaną lub sałatką mięsno-owocową. Polecam i dziękuję.
Pycha, pycha i jeszcze raz pycha
Ekkore,u mnie jest bardzo podobnie.Od trzech lat jeździmy do Chorwacji i tylko za pierwszym razem byliśmy w hotelu ze śniadaniem i obiadokolacją.Osobiście nie polecam.Śniadanie ok,ale potem czekać do 19 na ciepły posiłek to jakoś nam nie pasowało.Teraz jeździmy w ciemno.Bierzemy w ''teczkę'' jakieś lepsze konserwy na śniadanie.(jeśli konserwy można w ogóle nazwać lepszymi) Raz wzięliśmy z domu pomidory i ogórki,ale to mądre nie było,bo się zwyczajnie popsuło i kupowaliśmy na miejscu.A w ubiegłym roku w ciemno trafiliśmy do fajnych gospodarzy,którzy prowadzili przydomowy ogródek i zawsze nam coś dali:)Na obiad chodzimy do jakiejś knajpki i o porze jaka nam pasuje. A kolacja to był zazwyczaj jakiś deser,zazwyczaj lodowy:) Zresztą,zanim się obejrzeliśmy tydzień minął i do domu..:)
Na tyle, co szlajałam się po Europie nigdy nie targałam ze sobą słoików.
Jadąc z dziećmi, gdy były małe - starałam się wybierać oferty tanie - z obiadokolacją (żeby nie być uwiązanym do stołówki). Zazwyczaj były tak skomponowane - ze wyżywienie wychodziło gratis. Moje ostatnie wczasy w Austrii - z pełnym wyżywieniem (śniadanie, wieczorem ciepła kolacja i lunch pakiety na cały dzień) na dwie osoby kosztowały 270 euro za dwie osoby na 10 dni. Znajomi, z którymi jechaliśmy pytali się - kiedy dopłacić drugą ratę. Było naprawdę super. Jedzenia do bólu, pyszne - i do tego przecudne miejsce - w maleńkim pensjonacie, z balkonem, z widokiem na Alpy.
Jadąc bez wyżywienia - wybierałam opcję zakupów na miejscu - bo skoro jest to samo, w zbliżonej cenie - to po co targać ze sobą? I nie mówię, że jedliśmy na "mieście" - bo na dwutygodniowy wyjazd wyjścia zdarzały się raz, może dwa razy.
A wielki bagażnik daci - i tak wypełniony był po brzegi.
Z jedzenia zawsze zabieraliśmy zapas na drogę (żeby nie tracić czasu na jedzenie w lokalach) plus ewentualnie na pierwsze dni - kilka pasztetów, suszone kabanosy, może pomidorki koktajlowe, łatwe do jedzenia - żeby nie być zdziwionym w razie czego. Kabanosy, pomidorki i tak się zje -a pasztety mogą wrócić (i zazwyczaj wracały).
Poza tym zgrzewka wody - nauczona doświadczeniem, gdy jak potrzeba zawsze się kończy -a jak na złość po drodze nigdzie sklepu wtedy, zgrzewkę papieru toaletowego oraz ręczniki papierowe.
Przy aktywnym trybie wypoczynku na gotowanie nie ma czasu. Kanapki w plecak - i w drogę. Poza tym jest tyle serów i innych pyszności lokalnych do wypróbowania - że okres urlopu bez ciepłego obiadu codziennie nie stanowi problemu.
A tak przy okazji zapytam, dlaczego lanckorońska? Osobiście jestem zakochana w Lanckoronie i jej aniołach i dlatego skusiłam się na tę zupę.:) I jeszcze jedno pytanie, z czym najlepiej ją podawać?
Ja zrobiłam dzisiaj na mięsie mielonym, wszystkie składniki najpierw podsmażyłam na maśle i dalej gotowałam wg przepisu. Smaczna ta zupka. Jako dodatek był groszek ptysiowy. Dziękuję za fajny przepis.
Przyprawa meksykańska - może być przyprawą do fajitas, quesadilli czy tacos (to z gotowych mieszanek). Gdybyś chciała robić sama (ja nie używam gotowych mieszanek, tylko sypię przyprawy podstawowe, jednoskładnikowe) - to polecam użyć: pierz czarny, kolendrę ziarnistą mieloną i zieloną, czosnek, kminek mielony oraz miliony papryk - chipotle (bardzo ostra o dymnym smaku -ale przy tej ilości co się daje to mało wyczuwalne), cayenne oraz słodka zwykła i o smaku dymnym - z wędzonej papryki. To zazwyczaj wykorzystywane jest w meksykańskiej kuchni. Jak dasz ostrą paprykę świeżą - spokojnie wszystkie pikantności możesz ominąć.
Poza tym go gotowania możesz użyć mnóstwo cebuli oraz selera naciowego.
Myślę, że coś wybierzesz dla siebie z tego.