Witajcie. Po moich ekscesach wakacyjno-urlopowych muszę powiedzieć że z każdym wyjazdem zabieram ze sobą coraz więcej "słoików" ;) A dlaczego ? Ano dlatego:
1. Co wyjazd na Wegry, Pecs, Harkany, zatrzymywaliśmy sie na kilka dni u rodziny Węgrów, częstując ich polskościami (bidżis, bidżis i jeszcze raz tłusty i pożywny bidżis z moich przepisów), za to gospodarze nie dość że kasowali jak za przysłowiowe piwo to jeszcze zabraszali na porządny obiad suto zakrapiany wegierskim winem :)
2. To samo dotyczy Hiszpanii, zwłaszcza Toledo i Segowi... Tam to na pierwszy raz śniadanie (owoce morza) o 7 rano pod drzwi, wino, wino, wino... Żarcie, żarcie i żarcie... Spanie? Sami gospodarze pościelili a w Segowii nawet pytali czy aby nie za goraco to podkręcą klimę...
3. Czesi... Dwóch wizyt w Mlada Boleslav nie pamiętam :)))) Z opowieści tylk wiem że spałem w jakimś regionalnym browarze, jadłem ponoć tyle że pułk wojska by wykarmił a do tego nie straciłem nic. Aha jakas czapka wojaka Szwejka mi się w bagazniku znalazła ale to "ponoć" w jakiś muzeum byliśmy? Jakie muzeum, nie wiem ;) Czesi to kochany naród. Gościnność na plus :) (to samo tyczy się Węgrów i Hiszpanów).
4. Polska... Ehhh nawet mi sie nie chce komentowac ponieważ i będąc w górach i nad morzem to przezywaliśmy szok. Wiecznie tylko jedna zasada: jest frajer turysta to ciągniemy z niego ile się da... Naprawde ale za byle pierdołę trzeba było wysłuchiwac użalania się jak to właściciel pensjonatu jest w plecy, jak on biedny nie zarabia, jak to ciężko... raz powiedziałem to jedź chopie do Anglii i tyle. 15 lat prowadzisz ten biznes i wiecznie dokładasz, wiecznie narzekasz... bez sensu. I to nie jeden lokal, pensjonat, nagminnie turysta spotyka się z "życzliwością" miejscowych. Nie wrzucam kogoś do jednego worka ale...
Więc przereklamowana polska gościnność i uczciwość jest do 4 liter :((( Wstyd.
Mniam, zjadłabym porcje z miłą chęcią :)
Dziękuję
piękne, co do jednego:-) i jak tu się nie zapatrzeć..... a obowiązki domowe czekają.....
Taka potrawka to smaki mojego dzieciństwa :) Babcia umiała wspaniale przygotować na wiejskim kurczaku.Pycha!
W naszym domu jest szczególnie lubiana przez dzieci - potrafią wyczyścić talerze z podwójnej porcji :)
Robię podobnie,bardzo lubimy tą potrawkę.
Z wędliną też dobra, ale to już inna sałatka w sumie - ja w tradycyjnej uznaję tylko pewną i tylko lekko wymienną gamę składników. Jabłko musi być, ponieważ dodaje "rzeźkości", ale nie może to być jabłko ani za kwaśne ani za słodkie, ilość też w sam raz. Zwykle robi się tę sałatkę trochę "na oko" i dodaje a to to tego, a to tamtego. Nie lubię sałatek warzywnych, w których jest za dużo majonezu, ani tych ze sklepu.
każdy ma inną tradycję. U mnie nigdy nie było jabłka, wędliny, pora.
U mojej cioci była wędlina i jabłko - i nijak mi to nie podchodziło.
Moja tradycja musi być dobrze doprawiona musztardą i pieprzem. I to jedna z niewielu sałatek (jak nie jedyna), do której używam czysty majonez, bez dodatku jogurtu.
Też słyszałam o wersji z cebulką, ja wolę jeśli już to z paseczkami lekko sparzonego pora :) Pychota :)
Obowiazkowa salatka na kazde swieta na moim stole. Ja dodaje jeszcze cebule i kawalek wedliny typu sucha krakowska. Bardzo polecam. Ela
O, dziękuję za zdjęcie :) Mnie nie wydają się jakoś szczególnie pracochłonne, ale może ja po prostu lubię się dziubać w takich ciasteczkach. Bardzo się cieszę, że smakowały :)
Trochę dużo przy nich pracy, ale bardzo smakowały wszystkim, najlepsze są na drugi dzień.
Oj, bardzo się cieszę :) Ja miałam już nie piec mazurka, skoro niedawno były mini mazurki czekoladowe, ale chyba znów na mnie wymuszą małoletni :D
Nie ma że boli ;) Dziś znów Twój mazurek Wkn, to już tradycja w moim domu :)
I jeszcze raz dziękuję za przepis :) Wesołych swiąt.