Co do glutaminianu sodu to nie jest to srodek konserwujacy a wzmacniajacy smak, nie nalezy sie tez przesadnie go bac, gdyz jest to substancja wystepujaca w przyrodzie:). Glutaminian sodu jest sola sodowa glutaminy - aminokwasu wystepujacego w kazdym zywym organizmie. Ogolnie rzecz biorac to zachwycajacy smak i zapach miesa zawdzieczamy wlasnie glutaminie, wiec bez obaw z tym wszechobecnym skladnikiem naszej zywnosci.
Upiekłam dziś na obiadek rybkę wg twojego przepisu Nutello i naprawde polecam, jest naprawde pyszna i soczysta :)) Mniam ...
Surowe????
Ale to maja byc surowe paluszki ? jak to, to ich po rozmrozeniu nie gotujemy?
ciekawy przepis
Speedy Gonzales bardzo ciekawe połączenie, rodzynki dają taki winno-słodki smak, robie wołowinę z rodzynkami i migdałami, lubie eksperymenty w gotowaniu. Cieszę się że Tobie smakowało, pozdrawiam danka
dokładnie tak zrobię następnym razem, bo teraz przez to odrywanie troche straciły kształt, ale w smaku super, dzięki!!
Alidab! jak Ty to pięknie opisałaś!!! Ja nie niestety nie znam tamtych czasów ale też pamiętam z jakim pietyzmem poschodzila do tego moja babcia, nie było to niezwykle ciasto! U mnie nie bylo tradycji mazurków, były wielkie drożdżowe baby, któtych smak pozostał jako jedno z najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa. Myślę, że tajemnica cała tkwi w dużej mierze w czym pieczone są baby (chodzi mi o piec) no i świat już nie ten..niestety. Jesteś niewątpliwie fachowcem jeżeli chodzi o drożdżowe, Twoje cenne doświadczenie w tym temacie byłoby dla niejednej(go) z nas skarbem, może uchylisz rąbka tej "wiedzy tajemnej" proszę...;-)))
Pomysł z woreczkiem jest super!!! Tylko co zrobić, żeby ziemniaczki nie przyklejały się do blachy?
Appetito, pieczenie bab wielkanocnych to temat - rzeka. Przepisów mnóstwo a brak tego jednego doskonałego...:)))
Myślę, że zwyczajne brak nam czasu i nie możemy sobie pracująć co najmniej na dwa etaty pozwolić na taki rytuał jaki zalecały nasze babcie lub prababcie...:))) Ja pamiętam takie baby , robione przez moją Babcię, pamiętam przygotowania i mam do dzisiaj zachowane receptury ale mimo prób nie udało mi się nawet w części osiągnąć takiego efektu...
Pamiętam baby parzone i baby tiulowe, te ostatnie były bardzo drobno dziurkowane, delikatne jak...muślin. Żóltka do nich Babcia mierzyła nie na sztuki ale na garnuszki i takie surowe przecierała przez sito a potem w wysokim garnku w ciepłej kąpieli wodnej te żółtka były ucierane na puch chyba przez godzinę...
Do bab drożdżowych zawsze dodawane było sklarowane świeże masło, natomiast do chałek trochę masła i trochę ciepłej oliwy, dzięki której chałki dłużej zachowywały świeżość.
Baby po wyjęciu z pieca stały w formach kwadrans, po tym czasie należało je wyjąć , bo jak Babcia mówiła : ciasto jak dłużej stoi w formie to czerwienieje... Pamiętam czasy, kiedy 'znałam się już na zegarku" i mogłam siedzieć cicho i mierzyć ten magiczny kwadrans.
Potem na baby czekały dwa potężne łózka z pierzynami zaścielonymi kapą, na kapach były rozłożone zwykłe obrusy i tak baby delikatnie położone odpoczywały do całkowitego ostudzenia.....:)))
zaraz moze zrobie
Wygląda rewelacyjnie